„SIENKIEWICZ W KAWAKU" - portret pędzla Kazimierza PochwaUkiego
I \r 50 (1514) * Rok XXXI * Warszawa, 12 grudnia 1976 r. * Cena 3 ń
EUGENIUSZ BOCZEK
Rytunkl u teki artysty malarza WŁADYSŁAWA VILIO-VETESCO
HENRYKA SIENKIEWICZA SPUŚCIZNA
Książki jego opasały całą ku­lę ziemską i sprawiły, że został zaliczony do największych pisa­rzy światowych. W historii na­rodu polskiego odegrał rolę szczególną, szczególne też miej­sce zajmuje w historii literatu­ry polskiej. Jego największe po­wieści „Trylogia" i „Krzyżacy" na­leżą do tych dzieł kultury na­rodowej, które można by objąć wspólnym mianem — elemen­tarz patriotycznej edukacji Po­laków. Jego biografia jest nie­zwykła, ale nie jest to niezwy­kłość przyprawiona sensacją; niezwykłość jego życia znaczy się gigantyczną pracą, jaką wy­konał dla swego narodu, dla Polski. Romansem jego życia była Polska właśnie.
Budził ducha narodowego Po­laków, „krzepił serca" w czasie dla narodu mrocznym, kiedy po klęsce drugiego bohaterskiego zrywu. Powstania Styczniowego, znowu zaciemnił się horyzont, a wizja niepodległej Polski ode­szła w dal. Taką samą rolę speł­niała jego wielka spuścizna w następnej najtrudniejszej dla Polaków próbie — niewoli fa­szystowskiej i hitlerowskiej po­lityki zagłady wobec narodu polskiego. Iluż było „Kmiciców", „Wołodyjowskich", „Skrzetu-skich" wśród polskich „chłop­ców z lasu" walczących z oku­pantem, ileż oddziałów party­zanckich nosiło imiona bohate­rów jego powieści.
Nie sposób pisać o nim bez uniesienia, bo patosem polskim nasiąknięta jest jego twórczość, a dzieło jego olbrzymie. Chociaż stworzyła go epoka bardzo pro­zaiczna. Dorosłe życie rozpoczy­nał w tym szczególnym momen­cie niewoli, w którym romanty-czno-idealistyczne uniesienia, w rezultacie klęsk dwukrotnych zrywów powstańczych, ustąpiły miejsca dość ciasnemu pragma­tyzmowi społecznemu. Na służbę narodowi jako pisarz wstąpił w ramach takiego programu, ale w latach rozkwitu swego talen­tu zawrócił i nawiązał do prze­świetnej tradycji rodziny ro­mantyków.
Urodził się w Woli Okrzejskiej na Podlasiu w dniu 5 maja 1846 roku i otrzymał cztery imiona: Henryk, Adam, Aleksander, Pius. Sienkiewiczowie pochodzi­li z drobnej szlachty, która prze-
niosła się z Litwy w poszukiwa­niu lepszych dzierżaw. W rodzi­nie tej żywe były tradycje na­rodowe, przodkowie walczyli o Polskę: służył w wojsku pra­dziad Henryka, oficerem napo­leońskim był jego dziad Józef, w Powstaniu Listopadowym u-czestniczył ojciec pisarza. Nie dziwi więc, że starszy brat Hen­ryka, Kazimierz był żołnierzem Powstania Styczniowego, że sam Henryk zgłosił się również do oddziałów powstańczych, ale nie przyjęto go z powodu zbyt dro­bnej postury.
Do gimnazjum chodził w War­szawie i w 1866 roku zdał egza­min dojrzałości. Z woli rodzi­ców rozpoczął studia medyczne, które jednak wkrótce porzucił dla filologii. W czasach uczniow­skich i studenckich nieraz przy­mierał głodem, bo na pomoc ro­dziców nie mógł liczyć, a byto­wanie z korepetycji nie zawsze bywało syte.
Pierwszym drukowanym u-tworem Henryka Sienkiewicza była recenzja teatralna omawia­jąca wystąpienie sławnego ak­tora, Wincentego Rapackiego, wydrukowana w „Przeglądzie Tygodniowym" w kwietniu 1869 roku. Wkrótce potem na łamach postępowej „młodej prasy" po­jawił się pseudonim „Litwos", pod którym Sienkiewicz pisywał artykuły, recenzje, felietony, kroniki. W „Gazecie Polskiej" przeszedł surową szkołę, bowiem redaktor Józef Sikorski stawiał młodemu dziennikarzowi wyso­kie wymagania, mawiając: „Mój panie! Ja nie proszę pana o poe­zje! Mnie trzeba faktów!"
Ale młody Sienkiewicz, mimo szacunku dla faktów. skłaniał się przede wszystkim ku litera­turze. Napisał powieść „Na mar­ne", która jednak na druk w „Wieńcu" musiała poczekać aż do 1872 roku. W tym czasie u-kazała się inna, pierwsza ksią­żka Sienkiewicza „Humoreski z teki Worszyłły".
Lata 1876—78 spędził Sienkie­wicz w Ameryce Północnej. Plo­nem tych lat są „Listy z podró­ży do Ameryki", które nadsy­łał do warszawskiej prasy, a w których z całą mocą ujawniły się zainteresowania i publicy­styczne pasje pisarza, jego tem­perament twórczy. humor i skłonność do refleksji. Zawarta
została w tych „Listach" ob­szerna relacja o życiu amery­kańskim oraz o polskim osad­nictwie, a że pisał je nie tylko żarliwy publicysta, ale także pi-sarz-artysta obdarzony niepo­spolitym talentem, stały się one wspaniałym zbiorem prozy re­portażowej.
W nowelistyce wczesnego o-kresu twórczości podejmował Sienkiewicz przede wszystkim problematykę pozytywistyczną. Takie były jego pierwsze wspomniane już „Humoreski z teki Worszyłły". Życie wsi pou-właszczeniowej ukazał w „Szki­cach węglem", sytuację chłopa w służbie w armii zaborczej w „Bartku zwycięzcy", a chłopa marniejącego na emigracji w „Za chlebem". Los dziecka wiej­skiego i jego wychowania przed­stawił w „Janku Muzykancie", zaś ucisk zaborczej szkoły ujaw­nił w noweli „Z pamiętnika po­znańskiego nauczyciela". Znako­mite są to nowele (jak i wiele późniejszych, że wspomnę tylko „Latarnika" — przejmującą rzecz o nostalgii Polaka na ob­czyźnie oraz „Wspomnienie z Maripozy"), świadczące o spo­łecznej wrażliwości pisarza, o jego rozległych zainteresowa­niach i wyczuleniu na sprawy aktualne. A mimo to były one jakby przedpolem bitwy, jaką Henryk Sienkiewicz zamierzał stoczyć o patriotycznego ducha Polaków, o zwrócenie uwagi na­rodu na inne sprawy, niż pozy­tywistyczne ciułactwo. Już w czasach studenckich nosił w so­bie jak buławę swoje posłan­nictwo autora powieści histo­rycznej polskiej. Paulina Stami-rowska odnotowała we wspom­nieniach taki oto epizod z jed­nej z towarzyskich biesiad: ..Rozmowa toczyła się na temat: w jaki sposób pobudzić w na­szym ludzie poczucie narodowe. W tej chwili Sienkiewicz skoczył na środek izby i zawołał: »Przez powieść historyczna«!"
Uwierał Sienkiewicza uniform pozytywisty, nie wystarczał mu. program pracy organicznej, któ-iy w rozumieniu pisarza był na rękę zaborcom, osłabiał bowiem poczucie narodowe polskie, od­wracał uwagę Polaków od spra­wy zasadniczej — odzyskania niepodległego bytu. Buntował się przeciw ciasno pojmowanej
pracy od podstaw i z tego bun­tu, z przekonania o wielkim pos­łannictwie powieści historycz­nej, mającej ukazać narodowi jego świetną przeszłość i jedno­cześnie przekonać, iż nie ma ta­kowych terminów, z których nie można wyjść zwycięsko, wresz­cie z przekonania, iż sprawy oj­czyzny ważniejsze są od wszel­kiej prywaty — zaczęło rodzić się „Ogniem i mieczem", pierw­sza z powieści historycznych, drukowana w odcinkach w „Sło­wie" w latach 1883—84. Niemal od pierwszych odcinków zdobyła szalone powodzenie. Prof. Sta­nisław Tarnowski pisał: „Kiedyś pamiętniki może i historie lite­ratury wspominać będą, że kie­dy wychodziło »Ogniem i mie-czem« nie było rozmowy, która by się od tego nie zaczynała i na tym nie kończyła, że o bo­haterach powieści mówiło się i myślało jak o żywych ludziach... Jak legenda wyglądać będą opo­wiadania o tej pani, co zapyta­na przy powitaniu, czy jej się stało co złego, że taka smutna, odpowiedziała: >Bar wzięty!*"
Warto tu też przytoczyć słowa Stanisława Witkiewicza, znako­mitego znawcy ideologii powieś­ci historycznej Sienkiewicza, który po stwierdzeniu, że ciu-łacka praca organiczna stawała się cnotą społeczną i „dla wielu umysłów zdawało się jasnym, że świadomość narodowa się zatra­ca" pisał: „Taką chwilę przeży­ło nasze społeczeństwo, kiedy w nie ukołysany jeszcze wir, za­toczony przez ruch pozytywi­styczny, Sienkiewicz rzucił swo­je »Ogniem i mieezem«... Z tych kart buchnęła nagle żywiołowa siła plemienna; spod całego sa­mokrytycyzmu, pozytywizmu, pracy organicznej odezwało się silne i czyste echo tych samych drgnień duszy, tego samego spo­sobu przejawiania uczuć, tego samego wyrazu na ból i radość, na rozpacz i szczęście... Znacze­nie tej chwili było jednak do­nioślejsze. Naród, jak człowiek pojedynczy, żeby żyć i działać, musi mieć nienaruszoną, ele­mentarną energię życia... tę energię, przez którą się chce żyć bądź co bądź, przez którą wierzy się w siebie na przekór złemu losowi, klęskom, poniże­niu, niewoli..."
„Potop", następna wielka po-
Pojedynek Zbyszka z Bogdańca z Rotgierem
— ..Krzyżacy'
Porwanie księcia Bogusława Radziwiłła prze: Kmicica — ..Potop'
wieść poświęcona najazdowi szwedzkiemu drukowana była w ..Słowie", także w odcinkach, w latach 1884—86. U Stefana Że­romskiego w „Dziennikach" znajdziemy opis, jak na poczcie w Staszowie czekano na „Sło­wo": „Gdy poczta przyszła, urzędniczek pocztowy zaczął czytać »Potop« na głos... Ci lu­dzie czekali tam parę godzin, oderwawszy się od pracy, aby usłyszeć dalszy ciąg powieści. Nie darmo mówią, że naród zdaje rachunek przed Sienkie­wiczem z uczuć polskich".
Toż samo „Słowo" drukowało w latach 1887—88 ostatnią po­wieść „Trylogii" — „Pana Woło­dyjowskiego". Tak powstał ten wspaniały cykl ksiąg pisanych w niemałym trudzie, „ku po­krzepieniu serc". Rychło też zdo­były wszystkie te księgi ogrom­ną poczytność w kraju i w świecie.
Ale nieprzeciętna popularność „Trylogii" nie uchroniła jej od krytycznego również przyjęcia. Zarzucano Sienkiewiczowi
przede wszystkim konserwatyzm poglądów społecznych i przykra­wanie prawdy historycznej do potrzeb fikcji literackiej. Kry­tycznie o ..Trylogii." wypowiadały się najtęższe pióra i umysły: Bo­lesław Prus, Wacław Nałkowski, Aleksander Świętochowski, cho­ciaż ten ostatni podkreślił, że „powieść »Ogniem i mieezem« należy niewątpliwie do najlep­szych płodów piśmiennictwa pol­skiego". Podobnie Stanisław Brzozowski, krytykując Sienkie­wicza za apologię sarmatyzmu, podkreśla jego mistrzostwo pi­sarskie, konkludując: „Nie dar­mo rozkochała się w niej cała polska publiczność. Nie darmo zachwyca się nią umysł tak rdzennie polski jak Witkiewicz".
Uwieńczeniem działalności pi­sarskiej Sienkiewicza jako . au­tora powieści historycznej byli „Krzyżacy". „Krzyżaków biję. jak mogę — pisał w liście do Godlewskiego — ale odetchnę dopiero wówczas gdy ich na­prawdę zacznę bić. Jest to mój system, że historii nie puszczam do powieści dopóty, dopóki sama mi się nie wleje z mocą żywio­łową". Trudno przecenić zna­czenie tej powieści — w prze­szłości, obecnie i w przyszłości. „Byłbym został Niemcem — pi­sał do Sienkiewicza pewien Ślą­zak — a i dzieci moje tyż, a mam ich aż 11. Ale ksiądz mi dali pańskie »Krzyzaki«. Dopie­ro ci zobaczyłem, jak oni nas tumanią. Oho — teraz my wie­my, a i dzieci tyż wiedzieć będą: Kto my".
Front walki Sienkiewicza z prusactwem i Prusami był o wiele rozleglejszy niż powieść „Krzyżacy". Kiedy dowiedział się o represjach jakie za strajk szkolny spotkały dzieci i rodzi­ców we Wrześni w 1901 roku napisał list-odezwę do „Czasu", w której m.in. podkreślał: „Od czasów Fryderyka II i jeszcze dawniejszych polityka pruska była nieprzerwanym ciągiem zbrodni, przemocy, podstępów, pokory względem silnych, ty-raństwa względem słabszych, kłamstwa. niedotrzymywania umów. łamania słów i obłudy... Historia świadczy, że budowy wznoszone tylko na tyranii, złości i głupocie nie trwały nigdy długo... Niemcy nie mogą także przez całą wieczność pod­legać prusactwu — więc przy­szłość musi przynieść jakąś ol­brzymią ewolucję i ekspiację".
Miał Sienkiewicz szereg in-
Po bitwie pod Grunwaldem — „Krzyżacy
ca-odrodziciel żołnierskiej duszy polskiej i piewca triumfu oręża polskiego, twórca przebogatej galerii postaci Polaków mogą­cych być zawsze wzorcem do naśladowania — tak w przesz­łości, jak dzisiaj, jak i w przysz­łości — aktualizuje się wciąż na nowo.
Budzi i zaspokaja tęsknoty Po­laków, zwłaszcza młodego poko­lenia Polski, do czynów wiel­kich, do naśladowania wielkich naszych przodków. Nie masz u niego ludzi małych, płaskich, ni­jakich. Ukształtował na kartach swoich powieści postacie Pola­ków ciekawych i wielkich, nie­powszednich, które odpowiadają tęsknotom współczesnych za bo­haterem pozytywnym — mąd­rym i szlachetnym, bezinteresow­nym i bohaterskim, inteligent­nym i dowcipnym, kochającym szczerze i nade wszystko naszą Polskę.
Budzi w nas tęsknotę do życia pięknego, pełnego. Zapędzonym w codziennej krzątaninie, uwik­łanym w problemy technicy-stycznego świata współczesnego, goniącym za gromadzeniem dóbr doczesnych i nie widzącym nie­bezpieczeństwa konsumpcyjnego modelu życia — przypomina Sienkiewicz, że nie interes pry­watny, a dobro ojczyzny, że nie prywatny kramik, a nasz dom wspólny i wielki — Polska — jest dla nas Polaków dobrem i celem najwyższym.
Budzi w nas nieustannie poczu­cie więzi świetności współczes­nej Polski z świetnością Polski w przeszłości. I budzi w nas po­czucie dumy narodowej. W tym miara jego wielkości.
Zdjęcia: Andrzej Sulerzycki
nych wystąpień w sprawach nie­mieckich, m.in. list otwarty do cesarza Wilhelma.
Z caratem rosyjskim otwarcie walczyć Sienkiewicz nie mógł, chcąc legalnie uprawiać swój zawód pisarski, ale z nim nie współpracował, do Petersburga mimo zaproszenia nie pojechał. Dbał o swoją polskość. Kiedy moskiewski wydawca zapropo­nował Sienkiewiczowi 1000 ru­bli za wcześniejsze wydanie za­kończenia „Krzyżaków", pisarz odpowiedział: „Nie mogę się zgodzić nie tylko za 1000 rubli, ale za żadną sumę, aby moje utwory ogłaszane były w jakim­kolwiek języku, zanim ukażą się w polskim".
W powieściach współczesnych „Bez dogmatu" i „Rodzina Po­łanieckich" rozprawiał się z ary­stokracją polską, o której 20 lat wcześniej pisał w liście do Go­dlewskiego że na tę klasę oglą­daną w kurortach zagranicznych weźmie bicz: „Będzie długi i ostry. Będzie w nim Nizza i ta nędzna spodlała arystokracja polska, która się zgrywa, jak Bismarck przykazał, i skacze na dwóch łapkach przed tą kosmo­polityczną kanalią, która się tam zbiera..." W późniejszych już la­tach potwierdzał ten pogląd in­nymi słowami, pisząc: „O ary­stokracji myślę, iż jeśli istotnie rację jej bytu stanowią history­czne zasługi przodków, to wię­kszość tych zasług jest u nas tego rodzaju, że spadkobiercy ich powinni włożyć włosiennice i posypać sobie głowy popio­łem".
Najlepiej czuł się jednak Sienkiewicz na swoim wielkim
szlaku historycznym. Rezulta­tem powrotu na ten szlak była powieść „Quo vadis", wydana w roku 1896, która w krótkim cza­sie stała się najgłośniejszym w świecie sukcesem pisarza.
A potem przyszło najwyższe międzynarodowe uznanie — lite­racka Nagroda Nobla, którą Henryk Sienkiewicz otrzymał w 1905 roku. Był tej nagrody szó­stym z kolei laureatem.
Ponad czterdziestoletnią dzia­łalność pisarską Sienkiewicza zamyka wspaniała książka dla młodzieży „W pustyni i w pusz­czy".
Był Henryk Sienkiewicz czło­wiekiem wielkiej prostoty i na­turalności, zdolnym do wielolet­niego wielkiego wysiłku mimo nie najtęższego zdrowia, człowie­kiem obdarzonym wyjątkową intuicją pisarską i talentem, był wreszcie społecznikiem i dzia­łaczem kulturalnym. Jego wiel­ka spuścizna literacka, to wiel­kie dobro ogólnonarodowe pol­skie.
Czytamy Sienkiewicza dzisiaj inaczej, niż czytały go poprzed­nie pokolenia, niemniej czytamy go równie namiętnie, jego pisar­stwo zachowało bowiem nieprze­mijającą atrakcyjność. Ale zna­czenie jego ksiąg jest dzisiaj tak samo wielkie, jak było w przesz­łości, bowiem historyczne po­wieści Sienkiewicza są dla kształtowania świadomości ko­lejnych pokoleń Polaków tak ważnym elementem, że nie spo­sób obejść się bez niego. Pisał
0 historii, a myślał o przyszłoś­ci Polski, pisał o jej wielkości i wskazywał, że gubi ją prywata
1 niezgoda. Ten wspaniały twór-
Pan Wołodyjowski w pogoni za uciekającym Bohunem — „Ogniem i mieczem"
PAN SIENKIEWICZ W KINEMATOGRAFIE
„Czy i jak ekranizować Sienkiewicza" — dyskusje na ten temat toczyły się w Polsce w połowie lat sześćdziesiątych. Tymczasem kino i to już niemal na początku swego ist­nienia, udzieliło twierdzącej odpowiedzi na pytanie, czy należy filmować powieści naj­popularniejszego polskiego pisarza. Nie za­pomniało także o tym, że można go poka­zać samego.
Kinematograficzna firma „Sfinks" przed pierwszą wojną światową odwiedziła Hen­ryka Sienkiewicza w jego posiadłości. W ten sposób powstał dokument „Henryk Sienkie­wicz w Oblęgorku", dokument pokazujący zarówno „Oblęgorek-dar narodowy", jak i samego pisarza „na łonie rodziny, przy pracy i podczas wczasów". Film ten wyświetlano jednak dopiero w roku 1916, już po śmierci Sienkiewicza.
Nie ustawały jednak zabiegi wokół uzy­skania zgody Sienkiewicza na ekranizację jego prozy. W roku 1912 pisarz udzielił ze­zwolenia na adaptację „Szkiców węglem" Juliuszowi Zagrodzkiemu, przedsiębiorcy roz­rywkowemu, właścicielowi kina „Corso" w Warszawie. Osobiście korygował „libretto" (tak nazywano wówczas scenariusz) i udzie­lał wskazówek realizatorom, a zwłaszcza re­żyserowi Władysławowi Palińskiemu. Poka­zowe kopie były jednak bardzo złe, ponieważ oddział francuskiej firmy Pathe w Rosji, do którego Zagrodzki wysłał taśmę, uszkodził negatyw. Film ukazał się na ekranach już po zakończeniu wojny. Olbrzymie afisze w kinie „Amfiteatr" reklamowały „Krwawą do­lę" (taki bowiem tytuł dano adaptacji „Szki­ców węglem") jako „pierwszy warszawski obraz z serii 1919", co niezupełnie pokrywa­ło się z prawdą. Recenzent pisma „Kino" oce­niał w roku 1919 film jako bardzo słaby. „Na pochlebną wzmiankę — pisał — zasługuje je­dynie gra p. Mirskiej, która miała momenty wprost doskonałe (śmierć)". Zarzucał filmo­wi odstępstwa od oryginału: „gdy ksiądz wi­kary poucza, że niedolę swą należy ofiaro­wać Bogu — p. Mirska objawia uczucia buntu i niezadowolenia, gdy w Sienkiewi­czowskiej bohaterce była pokora jedynie, ból, niezaradność i żal, że jej się tak źle dzieje na świecie". Pisał także, że w „fil­mie pominięto obrazy z życia dworu, co dla kontrastu, a także znaczenia obojętności państwa na krzywdę ludu — było koniecz­ne".
O wiele większym powodzeniem cieszyła się wyświetlana w 1913 roku na ekranach Kongresówki i Galicji adaptacja „Quo va-dis", zrealizowana przez włoskiego reżysera Enrico Guazzoniego. Na pokazie w Krakowie był obecny Sienkiewicz, a publiczność zgoto­wała mu entuzjastyczną owację. Sporą cie­kawość budziła także zapowiedź pojedynku sądowego dwóch zagranicznych wytwórni. Sienkiewicz odstąpił bowiem prawa autor­skie na sfilmowanie swej powieści francu­skiej wytwórni „Film d'Art"„ a tymczasem film wyprodukowała włoska firma „Cines".
Warszawska premiera „Quo vadis" nie odbyła się bez kłopotów. Biuro filmowe „Sfinks", kierowane przez Aleksandra Hert­za zamówiło kopie filmu w moskiewskiej fir­mie wynajmu Chanżonkowa i zastrzegło so­bie wyłączne prawa wyświetlania „Quo va­dis" w Królestwie Polskim. Wszystko było gotowe: starannie opracowane polskie teksty, fragmenty muzyki skomponowane przez Fe­liksa Nowowiejskiego. Tymczasem właściciel kina „Iluzjon" i biura filmowego „Siła", pan Towbin, postanowił wyprzedzić konkurentów. Wypożyczył więc kopię filmu w Berlinie, przywiózł do Warszawy i na dzień przed za­powiedzianą premierą w kinie „Sfinks" wy­świetlił go we własnym kinie. Policja war­szawska jeszcze tego samego dnia zdjęła film z ekranów, w połowie seansu.
Niezwykłe powodzenie „Quo vadis" stało się bodźcem dla Aleksandra Hertza, ówczes­nego potentata przemysłu kinematograficz­nego. Jesienią 1913 roku zawiązała się w Warszawie nowa spółka „Sokół", głównie dla realizacji „Krzyżaków" i „Trylogii'. Reżyse­rem tej nowej firmy został Edward Cyprian Puchalski, wtedy jeszcze nowicjusz, a póź­niej autor pierwszej, niemej wersji „Trędo­watej" z udziałem Jadwigi Smosarskiej i Bo­lesława Mierzejewskiego. Dzięki poparciu wybitnego aktora, Józefa Kotarbińskiego, Henryk Sienkiewicz udzielił w Oblęgorku zgody na sfilmowanie swych powieści przez Puchalskiego i ich wyłączną eksploatację przez firmę „Sokół".
Przystąpiono do zdjęć „Potopu". History­cy polskiego filmu, Władysław Banaszkiewicz i Witold Witczak, powołują się nie tylko na głosy prasy, artykuły w „Kurierze Warszaw­skim" z roku 1913, ale także na rękopis Jó­zefa Galewskiego „Wspomnienia filmowe",
znajdujący się w bibliotece Instytutu Sztuki w Warszawie.
„W atelier „Sfinks" (b. studio Tyraspolskic-go) nakręcono parę scen i chociaż dekoracje nie były moje — pisał Galewski — ale moje­go przyjaciela i kolegi, dekoratora Teatru Wielkiego, Edmunda Michrowskiego, byłem tam razem z nim. Zrobiono same wnętrza, dwór Billewiczów, Kmicica, gabinet Radzi­wiłła w Kiejdanach, salę balową... i wnętrza namiotu Millera. Jak oni to wszystko zmieś­cili, to pozostanie tajemnicą. Pamiętam, że stroną artystyczną zajmował się artysta ma­larz Pietkiewicz, a ten biedny Michrowski źle na tym wyszedł, bo nie zdążył oprócz tych projektów zrobić wszystkich dekoracji, a co do pieniędzy, to z tym było jeszcze gorzej".
Po scenach atelierowych zamierzano nakrę­cać epizod obrony Częstochowy. Zapowiada­no udział sześciuset statystów. Ale realizacja filmu została przerwana, ponieważ generał Rausch von Traubenberg — ówczesny do­wódca wojsk carskich w okręgu warszaw­skim — nie chciał się zgodzić ani na użycie wojsk rosyjskich w scenach batalistycznych, ani na realizację tych scen z udziałem pol­skich statystów.
Główne role w pierwszym, nie ukończonym ekranowym „Potopie" grali: Maria Dulębian-ka (Oleńka), Bronisław Oranowski (Kmicic), Aleksander Zelwerowicz (Zagłoba), Stefan Jaracz (Wołodyjowski), Seweryna Broni-szówna (Anusia Borzobohata). Nakręconą przez Puchalskiego taśmę (ponad tysiąc me­trów) kupiła moskiewska wytwórnia filmo­wa Chanżonkowa.
Chanżonkow zmienił niemal wszystko: od reżysera począwszy, na obsadzie kończąc. Re­alizację powierzył Piotrowi Czardyninowi, a rolę Kmicica — Iwanowi Mozżuchinowi, ido­lowi kinomanek sprzed pierwszej wojny światowej, wsławionemu kreacjami w deka­denckich filmach.
Premiera „Potopu" odbyła się 14 kwietnia 1915 roku. Film wyświetlano w Moskwie, Pe­tersburgu, Odessie i oczywiście także w War­szawie. Był to dramat w dwóch częściach, a wszystkie role grali rosyjscy aktorzy. Pol­ski pisarz Igor Newerly, mimo upływu lat, pamięta projekcję „Potopu" w warszawskim iluzjonie w Alejach. Był dzieckiem, ale w uszach pozostały mu dźwięki muzyki (tętent kopyt i wycie wilków za saniami, słowik za klasztornym murem), wygrywanej przez ta-
Sccna z filmu „Krzyżacy" rei. Aleksandra Forda
Stefek Rogulski w filmie ...Janko Muzykant"
Fot. Archiwum
pora i obraz cudnej dziewczyny, jej miłość do rotmistrza, hulającego w jej domu, z ko­lebami po petersbursku, po gwardyjsku, a póź­niej jego skruchę, gdy łkał fatalny i piękny jak anioł po przepiciu i spowiadał się przed siwiutkim księdzem. Pamięta także, że zda­wało się słyszeć śniegu skrzypienie pod bu­tami Szwedów i dźwięk rzucanej szabli szlachcica o gębie jak trzy garnce piwa pod nogi zdrajcy Radziwiłła, dźwięk spadających na klasztor faskuli i wybuch wielkiej kolu-bryny.
Polskie kino powróciło wprawdzie w okre­sie międzywojennym do tematu wojen pol-sko-szwedzkich, ale nie korzystało z usług Siekiewicza. W czternastym z kolei, a zara­zem już ostatnim filmie Edwarda Puchalskie­go „Przeor Kordecki — obrońca Częstocho­wy" występowały niemal wszystkie postacie uwiecznione przez Sienkiewicza (Kordeckiego grał Karol Adwentowicz), ale brakowało Kmicica. Dawny Kmicic z roku 1913, Broni­sław Oranowski, występował wprawdzie na ekranie, ale nie w roli chorążego orszańskie-go. Historię burzliwej miłości panny Bille-wiczówny i jej narzeczonego zastąpiono opo­wieścią o pięknej i szlachetnej miłości szlach­cianki do rotmistrza Michała Małynicza.
Oczekiwano premiery z zainteresowaniem, ale gdy się odbyła nie tajono rozczarowania. Podobny los spotykał i inne, nawiązujące bezpośrednio do Sienkiewicza polskie filmy przedwojenne: „Na jasnym brzegu" (1921) reż. Edwarda Puchalskiego, „Bartka zwy­cięzcę" (1923) również Puchalskiego i „Janka Muzykanta' (1930) reż. Ryszarda Ordyńskie-go. Autor scenariusza, Ferdynand Goetel, zmienił sens tej opowieści. Wiejski muzykant. Janek, nie umiera pod razami sługi wójto­wego, lecz zostaje wysłany do domu popraw­czego, skąd po pewnym czasie ucieka do miasta, trafia w towarzystwo „batiarów" (Adolf Dymsza i Lopek Krukowski) i zostaje podwórzowym grajkiem. Pewnego dnia zo­stanie zauważony przez profesora muzyki. Po melodramatycznych perypetiach zdobędzie sławę i serce pięknej śpiewaczki (Maria Ma­licka). Stefania Zahorska pisała w roku 1930 w „Wiadomościach Literackich": „Oczywiście nie mam pojęcia, po co ten „Janko Muzy­kant" i szereg nieprawdopodobnych na sku­tek tego łamańców w scenariuszu, czy na­prawdę nie można przekonać panów, którzy dają pieniądze, że Goetel też przyniesie 100° o i że nie potrzeba koniecznie bankowej gwarancji Sienkiewicza, że muzykant to równie dobry interes i że można się obejść bez Janka?".
Po wojnie podjęto realizację „Szkiców wę­glem" (w reżyserii Antoniego Bohdziewicza) i „Krzyżaków" (w reżyserii Aleksandra For­da). Pierwsza z tych adaptacji nie zyskała sobie ani uznania widowni, ani krytyki, dru­ga, mimo wielkiej frekwencji, wzbudzała za­strzeżenie krytyki. Pisano, że siła tej książki nie polega na walorach czysto literackich, in­telektualnych. Sens „Krzyżaków", wydanych w roku 1900, podobnie jak sens malarstwa Matejki, leżał przede wszystkim w szeroko rozumianych walorach społecznych, co łączy się z reguły z określonymi momentami histo­rycznymi, zaspokajaniem aspiracji psychicz­nych społeczeństwa danej epoki. Na początku XX wieku, po upadku powstania, w dobie Hakaty i germanizacji ziem zaboru pruskie­go, „Krzyżacy" dawali poczucie siły, dziel­ności, mądrości politycznej, a także rewanżu za klęskę. W ekranowych „Krzyżakach" obraz wojny, konfliktu politycznego, obraz społe­czeństwa polskiego oglądaliśmy oczami Mać­ka i Zbyszka z Bogdańca. Filmowi zabrakło szerszej perspektywy w przedstawieniu wy­darzeń sprzed ponad pięciuset lat. Mógł on nabrać walorów artystycznych tylko wów­czas, gdyby zamiast spektaklu zwycięstwa naszych armii pokazano nam spektakl zwy­cięstwa moralnej zasady, której broniły woj­ska Jagiełły i Witolda.
„Krzyżacy" budzili więc zastrzeżenia, a włoska adaptacja „Ogniem i mieczem" da­wała powód do kpin. Jak anegdotę opowiada­ją sobie do dzisiaj filmowcy treść eastmanco-lorowego filmu „Col ferro e col fuoco" reż. Fernando Cerchio, zrealizowanego według opowieści niejakiego „Eryka" Sienkiewicza, gdzie — jak głosił rocznik włoskiej produkcji filmowej (1960) — ożywała „jedna z najbar­dziej chlubnych stronic polskiej historii, a straszne rzezie, zniszczenia, pożary, łzy gwał­conych kobiet i kozackie orgie przeplatały się
Kmicic przyniósł wieść straszną: Szwedzi chcą wziąć Jasną Gorę; Hoffmana.
filmu ,,Potop" reż. Jerzego Zdjęcia: Eugeniusz liereda
z momentami poezji oraz czystych uczuć". Zaśmiewają się na wspomnienie polskiej hu­sarii, noszącej maleńkie skrzydła na hełmach i polskiej szlachty, przyodzianej we wzorzy-st i powłóczyste szaty, podobne do damskich szlafroków.
Ani w „Panu Wołodyjowskim" ani „Poto­pie" Jerzego Hoffmana tego typu potknięć się nie odnajdzie. Przeciwnie: cechuje je tro­ska o prawdę scenograficzną epoki.
Gatunek historycznych supergigantów wzbudzał wiele wątpliwości; wytaczano argu­menty, że supergiganty to nieco lepszy foto­plastykon, a skoro biorą się do nich artyści o-żywieni ambicjami, oznacza to, że z tych ambicji chcą zrezygnować. Ale wobec braku większej liczby współczesnych scenariuszy zdawano sobie sprawę, że realizacja tych filmów stała się bardziej koniecznością niż wyborem. Kiedy w roku 1966 w redakcji „Kultury" toczyła się dyskusja na temat Sien­kiewiczowskich adaptacji, jeden z jej uczest­ników powiedział, że sfilmowanie „Trylogii" należy do naszych obowiązków narodowych, podobnie jak regulacja Wisły. Każdy naród ma swoje zapasy: „Wojnę i pokój", „Trzech muszkieterów". My sięgnęliśmy do Sienkie­wicza, Prusa, Potockiego. Czyżby dowodziło to braku ambicji? — pytano przeciwników „wielkiego" filmu. Proponowano, by dzieła Sienkiewicza potraktować jako materiał na ambitny film przygodowy; broniono przy tym gatunku i twierdzono, że „przygodowość" nie jest określeniem pejoratywnym, że nie obniża artystycznej rangi przedsięwzięcia.
Realizacja dwu części „Trylogii" budziła więc zrozumiałe zainteresowanie. Nie brako­wało także reportaży z przebiegu ekranizacji „W pustyni i w puszczy" Władysława Siesic­kiego, zwłaszcza że przygody Stasia i Nel rzeczywiście rozgrywały się w afrykańskiej scenerii. Żaden jednak film nie wzbudził ty­lu polemik, co „Potop". Nie chodziło ani o wierność filmu w stosunku do powieści, ani
0 wybór stylu między romansem „serca i szpady" a chropowatością i okrucieństwem, przypominającymi epokę, w której toczy się akcja powieści. Dyskusja o ekranowym „Po­topie" przetoczyła się przez prasę polską w roku 1971. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że polemiczne boje rozgorza­ły wówczas, gdy jeszcze nikt filmu nie wi­dział, z tej prostej przyczyny, że nie rozpo­częły się zdjęcia. Jerzy Hoffman i operator Jerzy Wójcik opracowali już scenopis, sceno­grafowie przygotowywali dekoracje, kostiumy
1 broń, wybierano tereny na zdjęcia plenero­we, zarówno w Polsce, jak i w Związku Ra­dzieckim, kaskaderzy ćwiczyli akrobatyczne upadki z konia na obozie szkoleniowym w
Bogusławicach, do wytwórni łódzkiej przy­chodziły już pierwsze muszkiety, był już o-pracowany szczegółowy plan aktorski, uzgod­niono dni i godziny, w których wielka armia aktorów miała znaleźć się na planie filmo­wym tak, aby nie kolidowało to z interesami siedemnastu teatrów w różnych miastach Pol­ski, gdy zakwestionowano wybór Daniela Ol­brychskiego na odtwórcę roli Kmicica. Skoro w „Panu Wołodyjowskim" grał Azję — pisano — nie może być w „Potopie" chorążym or-szańskim. Gdy przed dwoma laty „Potop" wszedł na ekrany, nikt już o tych zastrzeże­niach nie pamiętał. Zachwycano się natomiast przede wszystkim tym, że ,Potop" wypełnił, jeszcze bardziej niż „Pan Wołodyjowski", „sen o urodzie", wykształcony w kulturze polskiej na przestrzeni stuleci.
Może więc za wiele lat ktoś z widzów przy­pomni sobie „Potop" Hoffmana oglądany w kinach w roku 1974 i przywoła go we wspom­nieniach. I może powtórzy znów, że nigdy je­szcze, w żadnej palarni opium, nie doznał ta­kiego odurzenia.
Sienkiewiczowska skarbnica nie została je­szcze całkowicie przez kino wyeksploatowana. Czekamy na następne ekranizacje.
MARIA OLEKSIEWICZ
5
TOMASZ JOD EŁK A-BU RZECKI
grozi twej ojczyźnie, życiu twej mat­ki, siostry lub życiu kobiety, którą ci oddano w opiekę, to pal mu w łeb, ani pytaj!"
Nie było wszakże w pisarstwie Sien­kiewicza zapędów nacjonalistycznych. Bardzo przestrzegał zasad, sformuło­wanych na początku swego literac­kiego zawodu:
.Literatura piękna, a specjal­nie biorąc powieść, jeśli ma mieć znaczenie, jeśli ma zachować ży­wotność, działać, jeśli ma być od­czuwaną, musi odzywać się wiel­kim echem, w którym powinny być stopione wszystkie wołania pragnień serca i rozumu, musi być odpowiedzią na żywe pyta­nia, wyjaśnieniem prawdziwym życia bądź ubiegłego, bądź dzi­siejszego, ukazaniem na jego ja­sne i ciemne strony — przede wszystkim zaś musi być pra­wdą."2
W twórczości własnej nie tylko o to mu chodziło. Swoimi utwo­rami uczył Sienkiewicz patrioty­zmu. Jak zaś pojmował patrio­tyzm, łatwo to sprawdzić.
„Należę do tych — pisał — któ­rzy głoszą, że idea ojczyzny po­winna zajmować pierwsze miej­sce w duszy i sercu człowieka. [...] Należy miłować ojczyznę nade wszystko i należy myśleć przede wszystkim o jej szczęściu. Ale jednocześnie pierwszym obowiąz­kiem prawdziwego patrioty jest czuwać nad tym, by idea jego oj­czyzny nie tylko nie stanęła w przeciwieństwie do szczęścia ludzkości, lecz by się stała jed­ną z jego podstaw. Tylko w tych warunkach istnienie i rozwój oj­czyzny staną się sprawą, na któ­rej całej ludzkości zależy. Innymi słowy, hasłem wszystkich patrio­tów powinno być: Przez ojczyznę do ludzkości, nie zaś: Dla ojczy­zny przeciw ludzkości.
My, Polacy, tak właśnie rozu­miemy ideę Ojczyzny, i dlatego przyszłość jest przed nami, albo­wiem Polska łączy się w naszych duszach z ideą sprawiedliwości, wolności, z prawem życia dla wszystkich i z ideą rozwoju za­sad ogólnoludzkich."'1
Jeszcze nieraz przeciwstawiał patriotyzm polski szowinizmowi niemieckiemu, a szczególnie mo­cno przestrzegał Polaków przed nienawiścią:
„Strzeżcie duszy polskiej, aby nie została zatruta nienawiścią, jak została zatruta pruska. Strzeż­cie zarówno ze względów moral­nych, jak i politycznych. Pamię­tajcie, że Bóg wie jakie jeszcze ewolucje czekają państwo prus­kie i że przy całej swej sile mo­że ono być zjawiskiem przechod­nim. [...] Pamiętajcie również, że nienawiść to gorączka. Kto nie chce z gorączki umrzeć, musi ją przechorować, ale żyć w niej bez końca nie może. Jako choroba, do gorączkowych też i chorobliwych wyłącznie prowadzi czynów."'1
Sienkiewicz nie budził niena­wiści do innych narodów ani Try­logią, ani Krzyżakami. Potrafił stworzyć pięknych bohaterów wśród przeciwników, z którymi Polacy prowadzili ciężkie walki. Bohun czy Chmielnicki, wodzo­wie i niektórzy oficerowie szwedzcy, rozważny Konrad von Jungingen, rycerski Ulryk von Jungingen — oto przykłady, do których można .by dodać wiele innych.
Oczywiście, większą sympatią darzy autor Czarnieckiego czy Zawiszę Czarnego, ale jest dale­ki od przypisywania sobie więk­szych zasług w ożywianiu tych bohaterów. Przeciwnie. Z ogrom­ną skromnością, właściwą tylko ludziom wielkim, pisał o przypo­mnieniu Czarnieckiego w Poto­pie:
Występuje ..jako Polak i jako pisarz polski, który miał szczęście przypo­mnieć swemu narodowi wielkie czy­ny tego naszego wojownika i który starał się dodać jeden mały liść do wieńca nieśmiertelnej sławy zdobją-cej jego czoło.
Nie w zwycięstwach, jednak najwię­ksza zasługa Czarnieckiego. Bóg mu dal taką naturę, jaką ma piorun, że gdzie uderzył, tam skruszył wszelką moc. która mu stanęła oporem, a więc musiał zwyciężać. Zasługa jego wiekopomna w tym leży, że gdy wrogowie napadli ze wszystkich stron naszą Ojczyznę, gdy zagłada zdawa­ła się grozić nawet imieniowi polskie­mu, on jeden nie wątpił, jeden nie upadł na duchu; on jeden przez mi­łość, jaką miał dla Ojczyzny, rozbu­dził nadzieję ratunku i wiarę, że Bóg nie po to stworzył polski naród, aby ów naród miał zginąć marnie, f...] Na głos jego zerwały się tłumy rycerstwa i ludu i pod jego wodzą poczęły wy­trącać nieprzyjaciół, r...]
Wdzięczność dla niego przecho­dzi z pokolenia w pokolenie, al­bowiem zostawił on dla nas nie­zapomnianą naukę, że na ratunek Ojczyzny nigdy nie jest za późno i że z upadku zawsze ją podnieść można. Insze dziś czasy i nie orę­żem, ale pracą, nauką i oświatą ludu należy dobijać się zbawienia. Ale dobijać się trzeba i rąk opu­szczać nie wolno. By jednak zwy­ciężyć, by wiek niedoli w wiek pomyślności i swobody przemie­nić — trzeba tak wierzyć, mieć nadzieję lepszej przyszłości i tak kochać Ojczyznę, jak wierzył, ufał i kochał Stefan Czarniecki.
To jego spuścizna, to testament, który narodowi swemu zosta­wił."5
Taki jest również testament samego Sienkiewicza. Działał w okresie, kiedy nie było wolnej Ojczyzny, ale mimo to ukochał Polskę tak wielką miłością, że ża­den inny pisarz nie może pochlu­bić się taką mocą przekonywania rodaków, iż „nie masz takowych terminów, z których by się viri­bus unitis przy boskich auxiliach podnieść nie można".
Historia, sumienna korektorka współczesności, potwierdziła słu­szność szlachetnej tendencji dzieł Sienkiewicza. Jest twórca Trylo­gii geniuszem, ale nie geniuszem łatwej urody, tylko geniuszem wielkiej, ofiarnej miłości Ojczy­zny. I chyba tu należy szukać źródeł wielkiego wpływu Sienkie­wicza na umysły (a i serca rów­nież) nieprzeliczonych zastępów czytelników jego dzieł.
Obserwując to zdumiewające oddziaływanie Sienkiewicza, pisał przed kilku laty Wojciech Żu-krowski:
„Czy może być większy sukces? Po półwiekowej próbie, dwu woj­nach, w młodym pokoleniu naro­dzili się nowi, wierni czytelnicy. Czyż to nie jest triumf?
A może tylko odpłata za wierną służbę temu narodowi?'"'
SIENKIEWICZ
AKTUALNY
Dwie okrągłe rocznice: sto trzydziesta urodzin oraz sześć­dziesiąta zgonu, stały się dobrą okazją do głośniejszego przypo­mnienia Sienkiewicza, któremu nie potrzeba rocznic dla utwier­dzenia zasłużonej sławy wśród Polaków, chociaż należy od razu dodać, że i temu mocarzowi słowa, rocznice też mogą się przydać.
Oto Komisja Akcji Terenowych Oddziału Warszawskiego ZLP zorganizowała w województwie stołecznym i w kilku wojewódz­twach sąsiednich dwadzieścia (sic!) sympozjów Sienkiewiczow­skich z udziałem wnuczki twórcy Trylogii, Marii Korniłowiczówny oraz pisarzy: Wojciecha Żukrow-skiego, Lesława Bartelskiego, Stefana Majchrowskiego, Barba­ry Wachowicz i niżej podpisane­go. Oto wielce zasłużony na niwie Sienkiewiczowskiej prof. Julian Krzyżanowski przyspieszył na tę okazję przygotowanie do dru­ku pierwszego tomu zebranych listów Sienkiewicza, opatrując ten tom bezcennymi biografiami adresatów. Teksty listów i przy­pisy opracowała bardzo sumien­nie Maria Bokszczanin i mimo zgonu Profesora potężny tom ko­respondencji jest już w stadium korekt. Rocznicowa presja zawa­żyła też niemało na decyzji PIW-u, który planował wydanie w bieżącym roku tylko pięciu to­mów 17-tomowego wyboru pism Sienkiewicza, a już kończy się druk dodatkowych sześciu to­mów, obejmujących całą Trylo­gię. Reszta wyboru ukaże się w roku przyszłym.
Te zewnętrzne oznaki bardzo po­ważnego stosunku do Sienkiewicza i jego dorobku nie idą w parze z pró­bami nowego spojrzenia na tego nie­pospolitego pisarza. Jeszcze się tłucze po zakamarkach społecznej umyslo-wości echo zaciekłych lub wręcz li-kwidatorskich napaści na twórczość Sienkiewicza z okresu minionego, ale nowych prób podważania społecznej wartości tego pisarstwa na razie nie widzimy. Czy oznacza to, że dorobek Sienkiewicza jest już w pełni akcep­towany?
Nic podobnego. Nadal są w obiegu czytelniczym prace, których autorzy (a właściwie autorki) nie ukrywają swego niechętnego lub wręcz negaty­wnego stosunku do Sienkiewicza. Nie zagraża to jednak sławie i poczytnoś-ci tego pisarza. Nie tylko wysokie nakłady jego powieści (50 i 100000 egz.) są wciąż niewystarczające i zni­kają z księgarń niczym najlepsze best­sellery, lecz — co chyba ważniejsze
 poczytność dzieł Sienkiewicza w bi­bliotekach publicznych i szkolnych jest nadal bardzo duża i dystansuje ilość wypożyczeń utworów innych pi­sarzy. Ogromna chłonność rynku księgarskiego i obieg czytelniczy po­twierdzają niewątpliwy fakt społecz­ny: Sienkiewicz jest najbardziej po­czytnym pisarzem polskim i zapewne długo jeszcze takim pozostanie.
Co sprawia, że od stu lat pisarz ten bierze w jasyr serca coraz to nowych pokoleń czytelników polskich? Na czym polega ..magia" Sienkiewicza, która tak drażniła Gombrowicza, że , z pasją pisał:
„Czytam Sienkiewicza. Dręcząca lektura. Mówimy: to dosyć kiepskie
 i czytamy dalej. Powiadamy: ależ to taniocha — i nie możemy się oder­wać. Wykrzykujemy: nieznośna ope­ra! — i czytamy w dalszym ciągu, urzeczeni.
Potężny geniusz! — I nigdy chyba nie było tak pierwszorzęd­nego pisarza drugorzędnego. To Homer drugiej kategorii, to Du-mas-ojciec pierwszej klasy. Trud-
no też w dziejach literatury o przykład podobnego oczarowania narodu, bardziej magicznego wpływu na wyobraźnię mas. Sienkiewicz, ten magik, ten uwo­dziciel, wsadził nam w głowy Kmicica wraz z Wołodyjowskim oraz panem Hetmanem Wielkim i zakorkował je. Odtąd nic innego Polakowi nie mogło naprawdę się podobać, nic antysienkiewi-czowskiego, nic asienkiewiczow-skiego. To zaszpuntowanie naszej wyobraźni sprawiło, że wiek nasz przeżywaliśmy jak na innej pla­necie i niewiele z myśli współ­czesnej przenikało w nas. Przesa­dzam? Gdyby historia literatury przyjęła jako kryterium wpływ sztuki na ludzi, Sienkiewicz (ten demon, ta katastrofa naszego ro­zumu, ten szkodnik) powinien by zajmować w niej pięć razy wię­cej miejsca niż Mickiewicz. Któż czytał Mickiewicza z własnej i nieprzymuszonej woli, któż znał Słowackiego? Krasiński, Przyby­szewski, Wyspiański... byłoż to coś więcej niż literatura narzu­cona, literatura wmuszona? Lecz Sienkiewicz to wino, którym rze­czywiście upajaliśmy się i tu serca nasze biły... i z kimkolwiek się rozmawiało — z lekarzem, z robotnikiem, z profesorem, z zie­mianinem, z urzędnikiem — zaw­sze natrafiało się na Sienkiewi­cza, na Sienkiewicza jako na o-stateczny, najbardziej intymny sekret polskiego smaku, polski «sen o urodzie*. [...] Dlaczego po Sienkiewiczu pisano jeszcze i wy­dawano książki, które nie były już książkami Sienkiewicza?",
W dalszym ciągu swego szkicu Gombrowicz przechodzi do nie­zwykle ostrego ataku i stwierdza, że Sienkiewicz to „geniusz «łat-wej urody»", że „spłyca on wszy­stko, czego się dotknie'' itd.
Można i tak oceniać Sienkiewicza, można też nadal zachłystywać się hi­storycznymi „rewelacjami" Olgierda Górki, podważonymi skutecznie przez poważnych uczonych już przed wojną, a w Polsce Ludowej odrzuconymi /decydowanie nawet przez historyków marksistowskich. Ale sześćdziesiąt lat. które minęły od śmierci Sienkiewicza, to już taki dystans czasowy, że mo­żna pokusić się sine ira et studio o wyjaśnienie naszego zauroczenia ta­kimi dziełami jak Trylogia czy Krzy­żacy i Owo vadis.
Nieważne, czy Trylogia zbliża się do westernu, czy też western dużo zar wdzięczą — Trylogii: nie warto się spierać o baśniowość czy walor histo­ryczny tego wspaniałego cyklu. Może jednak warto przypomnieć, że zaró­wno Trylogia, te księgi arcypolskie, jak i prawie cała twórczość Sienkie­wicza to pisarstwo o takim ładunku tendencji patriotycznej, że działa ona jak atom podczas eksplozji nuklear­nej.
To nie przypadek, że właśnie Try­logia wywarła tak przemożny wpływ na umysłowość polską w ciągu pra­wie stulecia. To nie przypadek, że lektura tego cyklu sprawiła tak wiel­kie wrażenie i na Reymoncie, i na Żeromskim, i na Iwaszkiewiczu, żeby wymienić tylko wybitnych pisarzy. Z tych kart bije bowiem uczucie naj­piękniejsze: bezgraniczna miłość Oj­czyzny i płomienna miłość do kobie­ty. Jest to potrzebne każdemu poko­leniu i każdemu ustrojowi. Taki wła­śnie zamiar przyświecał Sienkiewiczo­wi przy pisaniu nie tylko Trylogii. Już u schyłku życia, kończąc W pu­styni i w puszczy, przypomniał pisarz swoje zasady w słowach pana Tar­kowskiego:
..Słuchaj. Stasiu! Śmiercią nie wol­no nikomu szafować, ale jeśli ktoś za-
1 W Gombrowicz: Sienkiewicz, W Dziennik (1953—1956). Paryż 1957. s. 327—328. Przedruk tego fragmentu w książce: Trylogia Henryka Sienkiewi­cza. Studia, szkice, polemiki. Wyboru dokonał i opracował Tomasz Jodełka. Warszawa 1962. s. 7—8.
2. H. Sienkiewicz: O naturalizmie W powieści (1881). Cyt. wg zbiorowego wydania Dziel pod redakcją J. Krzy­żanowskiego, t. XLV. Szkice literac­kie, t. I, Warszawa 1951. s. 62
3 H. Sienkiewicz: Co myślę o Niem­czech? ..Gazeta Warszawska'- nr 393 z 22 X1 1905. Cyt. wg Dziel, t. LIII. Uzu­pełnienia-, t. I. Warszawa 1952, s. 135—136.
4 H. Sienkiewicz: List do Karola Ro-sego, wydawcy „Dziennika Berlińskie-qo" (7 IX 1902). Cyt wg Dziel, t. LIII. Uzupełnienia, t. I. Warszawa 1952, s. 129—130
5. H. Sienkiewicz: List na odsłonię­cie pomnika Stefana Czarnieckiego, Zakopane 29 IV 1907 r Cyt. wg Dziel. t. XL, Wiersze i inne drobne utwory, Warszawa 1951. s. 84—85.
6. W. 2ukrowski: Nieśmiertelny. ..Nowe Książki" 1968 nr 10 z 31 maja. Przedruk w: Sienkiewicz dzisiaj. Stu­dia i szkice, Warszawa 1968, s. 232.
Z WIZYTĄ U IMĆ PANA HENRYKA
„Na ostatnim posiedzeniu komitetu jubi­leuszowego pod przewodnictwem J. E. bisku­pa Ruszkiewicza rozbierano obszernie projekt kupna wsi Oblągórek (...). Komitet (...) zdecy­dował nabycie tego pięknego kawałka ziemi i upoważnił delegatów do udania się ponownie na miejsce w celu ukończenia układów z p. Halikiem, właścicielem obecnym Oblągórka".
Na miejsce wybrane przez delegację podąża również dziennikarz...
„Z uczuciem nietajonej radości w sercu wy­jeżdżałem w ubiegły piątek, jako wysłannik ..Tygodnika Ilustrowanego" do przyszłej sie­dziby naszego genialnego jubilata".
W siedemdziesiąt sześć lat później samo­chód redakcyjny wiezie nas w tym samym kierunku...
„Z dawnego grodu biskupów krakowskich Kielc, wspólnie z art. malarzem p. Sawiczew-skim, podążyliśmy d. 13 bm. do miejsca prze­znaczenia. Wygodną szosą piotrkowską jecha­liśmy milę".
Nie bardzo wiedząc jak wyjechać z Kielc co chwilę musieliśmy pytać przygodnie spot­kanych ludzi o drogę.
— Oblęgorek! Tak wiem, to tam gdzie Sien­kiewicz... Zaraz, zaraz... to chyba będzie w stronę... Niech panowie na wszelki wypadek spytają jeszcze kogoś!
W końcu jedziemy „wygodną szosą".
„Na ósmej wiorście szosy skręcamy w le­wo: to droga prowadząca do Oblągórka, cięż­ka, bo piaszczysta i kamienista, kręci wśród wąwozów".
Drogowskaz Oblęgorek. Skręcamy w dobrze utrzymaną asfaltową drogę. Może zbyt wąska, gdyż pełno na niej ciężarówek jadących w obu kierunkach. Tablica: Muzeum Henryka Sienkiewicza...
„Stajemy. Towarzysz podróży robi pierwsze zdjęcie fotograficzne, a ja zapisuję: widok Oblągórka od strony wjazdu z Kielc".
Aleją wysadzaną drzewami przez bramę, parku dostajemy się na krętą drogę prowadzącą pod su­rę do małego parkingu usytuowanego przed wej­ściem do pałacu.
..Za chwilę aleją topolową i lipową wjeżdżamy w zabudowania folwarczne i stajemy przed dworem. Boczną fasadę zdobią popiersia, naszych wielkich poetów: Mickiewicza i Słowackiego. Dwór nowy. zbudowany przez obecnego właściciela p. regenta Halika w roku 1895, wygodny i obszerny z gankiem od frontu i dużą werandą z tyłu. od strony ogro­du".
Wysiadamy z auta. Widok fasady ozdobionej rzeźbami przysłania ogromna wierzba płacząca... Niesymetryczna bryla budynku powstała w wyniku kilkakrotnego rozbudowywania. Z początku stał tu pałacyk myśliwski należący, tak jak i cała okolicz­na ziemia do rodziny Tarłów Po kupnie, rejent kielecki Halik rozbudowuje dom... Gdy majątek ma przejść w ręce Sienkiewicza architekt Hugon Kude-ra nadaje mu obecny wygląd. Słowami dawnego dziennikarza i my możemy się posłużyć — ..dwór jest nowy" gdyż po przekazaniu go nam na muze­um przeprowadzono konieczny remont. Wchodzi­my...
..Więc to tu — myślałem — wielki pisarz odpo­czywać będzie po znojnej a owocnej pracy".
Hall. Kasa, skrzynia na typowo muzealne kap­cie oraz duża ilość fotografii i plansz komentują­cych życie i prace twórcy Trylogii. Decydujemy się na poznanie tego domu przy pomocy przewod­nika..
...W 1958 roku nastąpiło otwarcie Muzeum dzięki inicjatywie dzieci pisarza. Przekazały one na ten cel pałacyk i 2 hektary parku z całości mająłku li-czącegp w dniach jubileuszu 515 morgów. Wystrój wnętrz składa się w dużym procencie z darów o-trzymanych na 25-lecie działalności pisarskiej. Tak na przykład w gabinecie mamy trzy kule: najwię­ksza pochodząca z murów Jasnej Góry. następna se Zbaraża a trzecia spod Szczekocin.... Czwarta kula wkomponowana jest w zegar alabastrowy. Na niej stoi symbol Polski — Polonia, a u stóp kurha­nu, na którym zmontowano całą konstrukcję napis: ..Henrykowi Sienkiewiczowi pamiątka z Dzikich Pól". Na tym samym biurku XVIII-wieczna armat-ka-wiwatówka — dar od rodziny Firlejów... We wnęce okiennej ciekawry prezent od miasta Witebs­ka — fotoplastikon wypełniony widokówkami z te­renów opisywanych w Trylogii...
» * *
...Książki, to głównie literatura łacińska, polska i .'rancuska. Obok Vergilego, Horacego czy Tacyta Anatol France, Długosz, Maliszewski, Święcicki, Ko­rzon i inni. Na ścianach portrety dzieci pisarza: sy­na Henryka, Józefa, Kazimierza jako licealisty pę­dzla MordÄiewicza i córki Jadwigi, Heleny Łucji malowany przez Czachurskiego w Lugano. Pozo­stałe dwa nieznanego autorstwa przedstawiają Józefa Sienkiewicza (dziadka pisarza) w stroju oficera wojsk napoleońskich i ciotkę Halinę Cieciszowską — Kseni Zakonu Kononiczek w Warszawie... No i
biurko — warsztat pracy, a na nim kły mpopoia-ma, czyli trofea afrykańskie, nożyce do przecina­nia knotów u świec przywiezione z Turcji i aparat fotograficzny — dar od przyjaciela, Brunona Aba­kanowicza, profesora Politechniki Lwowskiej...
Trzeba powiedzieć, że Sienkiewicz dość rzadko przebywał w Oblęgorku (przyczyniła się do tego odległość i zły stan dróg), a także nie napisał tu żadnego ze swoich najsławniej­szych dzieł. Wszystkie powstały przed jubi­leuszem.
Obok wspaniale rzeźbionego kaflowego pieca przechodzimy do salonu.
...Nad drzwiami poczet koronowanych kró­lów polskich wykonany w złocie przez jubi­lerów warszawskich, a na stoliku po prawej stronie „Rydwan Sławy" — 58 kilogramowa rzeźba w brązie dłuta Łady-Grodzickiego. Na Rydwanie ciągnionym przez lwy Sienkiewicz w koronie laurowej. Pod łapą jednej z bestii otwarta księga z napisem: „Dzieła do 1900 roku..."
Oglądamy niewielki pulpit służący do pi­sania na stojąco. — Czy i tu również powsta­ły jakieś fragmenty dzieł?
 Z pewnością, choć brakuje w tej chwili sprzętu nieodzownego Sienkiewiczowi — pod­nóżka. Był tak niskiego wzrostu, że musiał sobie dorobić stołeczek, na którym stawał by pisać przy pulpicie.
...Na ścianach dwa obrazy Władysława Na­łęcza: „Skała" Tadeusza Czackiego nad dopły­wem Dniepru — Teterowem" (dar od miasta Żytomierza) i „Tatry" (dar od malarza). Pod jednym z nich „Byk Faryzejski" przysłany przez wydawnictwo włoskie, które pierwsze wydało tłumaczenie „Quo Vadis". Rzeźba przedstawia scenę przywiązania Dirke do ro­gów byka przez synów Antiopy a jednocześnie może symbolizować Ligię lub inaczej Kalinę uwiązaną do rogów tura, W liście do przyja­ciela Sienkiewicz napisze: „Nie wiem czy mnie czytelnicy zrozumieją, Ligia nie będzie tylko Polką, lecz i Polską... Gdy ją przywią-żą do rogów tura nie zginie...".
...Skrzynię stojącą pod ścianą (rzeźbioną i pięknie malowaną) przysłali, wypełnioną cu­krem, pracownicy cukrowni Lubna. Napis głosi: Si tibi vita semper dulcis operibus tui sacva (Oby twoje życie było w słodyczy dzie­łom twoim równe)...
...Pozostałe portrety nie są już darami ju­bileuszowymi. Dwa z nich, pędzla Kazimie­rza Pochwalskiego, przedstawiają: malarza z autorem na statku podczas dwutygodniowej kwarantanny pod Konstantynopolem i pierwszą żonę pisarza — Marię z Szetkiew^-czów zmarłą na gruźlicę po czterech latach małżeństwa (1881—1885). Ten portret wyko­nany został pośmiertnie na podstawie zacho­wanej fotografii...
...Wszystkie meble są oryginalne, tylko o-czywiście, odrestaurowane i obite na nowo. Obicia starano się dobrać na podstawie za­chowanych fotografii pomieszczeń...
„Rzucam okiem przez okno: widok prześ­liczny — wzgórza i lasy, na ostatnim planie ruiny Zamku Chęcińskiego".
Doprawdy trudno jest nie spojrzeć w któ­reś z licznych okien wychodzących na ogród. Zieleń, zieleń i jeszcze raz zieleń pokrywają­ca opadający w dół stok. Ruin Zamku w Chęcinach nie widać. Niski pułap chmur i siąpiący deszcz uniemożliwiają porównanie dawnego opisu z obecną rzeczywistością.
...Część mebli w jadalni należy do posagu pierwszej żony Marii z Szetkiewiczów i pochodzi z jej majątku Hanuszyszki. Dwor­ki „Hanuszyszki" malowane przez Jad­wigę Janczewską (szwagierkę pisarza) wi­szą po obu stronach kredensu. Na mar­ginesie warto wspomnieć, że pani Jad­wiga — malarka, uczennica Gersona i żo­na profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego Edwarda Janczewskiego była prototypem Oleńki w Potopie. Nad „dworkami" umiesz­czono obraz Głowackiego „Spadek Dunajca" Za życia autora wisiało tu inne dużo większe płótno pędzla Szermentowskiego (zniszczone w czasie II wojny) „Przełom Dunajca". A oto znów kilka danych jubileuszowych...
...Na szafie zegar w kształcie kapliczki za­kopiańskiej od zegarmistrza warszawskiego Woronieckiego z obudową wykonaną przez Górali zakopiańskich według projektu Witkie­wicza ojca. Tarcza nie posiada cyfr. Zamiast dwunastki — pierwsza litera — imienia „H'\ a dalej akurat jedenaście liter nazwiska...
W tym momencie zegar zaczyna bić dwo­ma kurantami.
 Jeszcze czynny?
Henryk Sienkiewicz w karykaturze Eryka Lipiń­skiego
— Wszystkie zegary, które udało się wyre­montować „chodzą" dzięki jednemu z naszych pracowników — Tadeuszowi Zającowi. Ich tykanie i bicie sprawia, że wnętrza nie są zimne i opuszczone, a jakby wciąż zamiesz­kałe...
...Obok drzwi do hallu niepozorny portre­cik. Z daleka wygląda mało ciekawie, ale przyjrzawszy mu się z bliska łatwo się prze­konać, że nie jest ani malowany, ani rysowa­ny... Cały jest napisany i składa się z cyta­tów. Napis głosi: „Złote myśli twórcy Quo Vadis — Jubilat..."
...Na ścianach rozwieszone portrety sześciu bohaterów „Ogniem i Mieczem" (wśród nich stary Zagłoba popijający miód — „Wiedział Pan Bóg dlaczego pszczoły stworzył") i ilu­stracje czarno-białe do „Baśni z 1001 nocy". Nad granitowym stołem stojącym w rogu po­koju (dar od miasta Gniewania na Podolu) tableau jubileuszowe czy zestaw fotografii od lat szkolnych poprzez studia, początki kariery literackiej aż do jubilata... Ciekawostką może być to, że nawet taki zbiór podobizn przecho­dził przez cenzurę carską...
...Tuż przy wejściu do palarni alegoryczny obraz Jana Rozena ilustrujący fakt, który wydarzył się już po wydaniu „Pana Wołody­jowskiego". Wtedy to właśnie Sienkiewicz otrzymuje od nieznanego wielbiciela 15 tysię­cy rubli w złocie. Nie chce ich przyjąć. Daje ogłoszenie do prasy. Ofiarodawca nie ujawnia się, przekazuje więc całą sumę Akademii Umiejętności w Krakowie na stworzenie sty­pendium im. pierwszej żony dla twórców za­grożonych gruźlicą...
...Jedynym pomieszczeniem w którym me­ble nie należały do właściciela Oblęgorka tyl­ko zostały stylowo dopasowane jest palarnia połączona z jadalnią rozsuwanymi drzwiami. Nad kanapą portret Sienkiewicza zaczęty w 1914 roku przez Pochwalskiego w Wiedniu a ukończony już po śmierci autora Trylogii. Obok drzwi do sypialni włączonej do ekspo­zycji w 128 rocznicę urodzin pisarza. Meble ustawiono w niej na podstawie szkicu Marii Luty — gospodyni, pamiętającej świetnie ca­ły wystrój wnętrza jak i wychowanków ochronki, której nauczycielką była jej sio­stra...
...Łóżko i szafka nocna kupione zostały od nauczyciela w Konskiem. Dalej parawan a przy nim stół z kompletu tureckiego z hisz­pańskim sepetem na wierzchu wykładanym kością słoniową. Na ścianie mihrab z cytata­mi z Koranu...
Okno wychodzi na taras i park. Nie sposób nie spojrzeć w nie.
„W dolinie parkowej, przykuwa oko widok omurowanego źródła. Niegdyś była tu urzą­dzona wspaniała kaskada ozdobiona kolum­nami i posągami kamiennymi (...). Duży kwa­dratowy basen zawiera przezroczystą, bijącą spod ziemi wodę, czystą jak łza i nader przy­jemną w smaku. Źródło to nigdy nie zamar­za w zimie, a dolina jego jest najpiękniejszą ozdobą 17-morgowego parku oblągórskie-go (...)".
PAWEŁ KNOTHE
Wszystkie imiona osób cytowanych w tekście zo­stały pominięte tylko dlatego, by zachować styl opowiadania przewodnika muzealnego
pałn str. 8—9
7
iliSftMyifii tjiiiiiifiraiiK i hüihi
Z WIZ TA U IMĆFANA HENRYKA
ciqg dalszy z* sir. 7
Wychodzimy z pałacu by tcpaść jeszcze nie mieszka synowa wielkiego pisarza, Zu : córką l dwojgiem wnucząt — Anną i j] wnuczka pisarza.
\> domu, w którym obec­na Sienkiewiczowa, wraz i/m. W domu jest tylko
 Co się stało z resztą majątku
zmnieMnego do 49 ha po refor-
mie rolnej?
 Jeszcze przed wojną moi rodzice spr: nie trzeba było sprzeda - dalszy kawale1:... że zajmuję się sama całym gospodarstwu ni produkcyjnej w Oblęgorku... Pracuję i technik. Niedługo będę miała pomocnika SGGW... Ma zamiar gospodarować tutaj..
..(.. ) Naród cały, który przyczynił się sij jubileuszowego, chlubić i cieszyć się będz kątek ziemi naszej dostał się w godne, dot>\
lali część ziemi. Po woj-becnie ze względu na to,
wstąpiłam do spóldziel-i jednocześnie jako zoo-Syn tołaśnie zdał na no, zobaczymy! m groszem do tego daru : tego, te taki piękny za-
i zasłużone ręce..."
Fragment dworku Salon
Zdjęci: K. JAROCHOWSKI
ulicy Hożej nie braku­je.
Automat do trzęsienia
Pośpiech, brak wind, a także przedświąteczne^ zakupy przyprawiają wielu warszawiaków o zmęczenie i bóle nóg. Aby choć trochę pomóc im w przyjemnym wy­szukiwaniu prezentów przypominamy, że od pewnego czasu w przej­ściu pomiędzy Domami Towarowymi „Wars" i „Sawa" zainstalowano automat do wibracyjne­go masażu nóg. Koszt minutowej kuracji — 2 złote. Czy pomaga — to kwestia gustu... ale spróbować można.
Salon samoobsługowy
Przy ulicy Karmelic­kiej 19 trwa moderniza­cja punktu pralniczego „Alba". Po jej zakoń­czeniu będzie tu dzia­łać 12 zautomatyzowa­nych pralek szwedzkich oraz suszarki i specjal­ne prasownice. Dzięki tak nowoczesnemu wy­posażeniu skrócony zo­stanie czas prania, a co zatem idzie zmieniona również cena za usługi. Jeśli klienci wyrażą za­dowolenie z działalno-ci nowego salonu samo­obsługowego, to w naj­bliższym czasie Spół­dzielnia ma zamiar otworzyć jeszcze kilka­naście podobnych punk­tów. (Kn)
SPOD WIECHY
OTATNIK WARSZAWSKI
i . _._._._______i_
Inż. Henryk Kotowski przed terminem ukoń­czył budowę hali pro­dukcyjnej dla Zakładów Wytwórczych Urządzeń Telefonicznych im. Ko­muny Paryskiej na Gro­chowie, co przyniosło duże oszczędności prze­mysłowi a nam przy­spieszy otrzymanie te­lefonu. Za tą ' budowę inż. Kotowski został od­znaczony Krzyżem Ka­walerskim Orderu Odro­dzenia Polski, otrzymał także tytuł „Zasłużone­go dla budownictwa". Wcześniejsze ukończe­nie budowy hali pozwo­liło już rozpocząć bu­dowę wieżowca wyższe­go od hotelu „Warsza­wa", co w budownic­twie przemysłowym jest raczej nowością. Dla zapoznania się z takimi konstrukcjami inż. Ko­towski przebywał we Francji. Wieżowiec przy ul. Chodakowskiej ma powstać znowu w impo­nującym tempie 36 mie­sięcy. Załoga z przed­siębiorstwa „Kablobe-ton" sama wykona kon­strukcję stalową. Obło­ży się ją płytami alu­miniowymi, które na­stępnie zostaną pokryte emalią. Teraz wykonu­je się płytę fundamen­tową, ma ona 2 metry grubości i pochłonie 2 tysiące cementu.
W ŚWIĄTECZNEJ „STOLICY"
Świąteczny numer ..Stolicy" 51—52 z datą 19—26 XII 1976 ukaże sie w kioskach już 16 grudnia. Będzie on zawierał wiele inte­resujących materiałów i atrakcji. Wśród najważniejszych i najciekawszych znajdą się:
 wypowiedzi z okazji jubileuszu „Stoli­cy": inż. arch. Józefa Sigalina o pierwszym numerze „Stolicy-Skarpy" i prof. Andrzeja Zahorskiego o udziale warszawiaków w ob­ronie miasta podczas Insurekcji Kościusz­kowskiej;
 felieton inż. arch. Jana Knothe o pe­rypetiach ulicy Długiej;
 artykuł Leszka Moczulskiego o War­szawie jutra;
 korespondencja Krystyny Kolińskiej pt. „Co tam w Wiedniu?";
 wspomnienie Tadeusza Grabowskiego „Aktorzy i piłka";
 gawęda Janiny Ramm o diabłach pol­skich i warszawskich.
Wśród ciekawych materiałów ilustracyj­nych znajdą się: Wigilia u Matysiaków, z wizytą w Harcerskim Zespole „Gawęda", Warszawa nocą, diabły warszawskie, w dawnym mieszkaniu J. A. Strzałeckiego oraz z Podwieczorku przy Mikrofonie, po­święconego 30-leciu „Stolicy".
A także wiele innych, ciekawych mate­riałów, felietony, zdjęcia, iniormacje.
PAMIĘCI OLIMPIJCZYKA
5 XI br. zmarł Fran­ciszek Szymczyk, który wraz z kolegami J. Langem, J. Łazarskim i T. Stankiewiczem zdo­byli srebrny medal w kolarskim wyścigu dru­żynowym na 4 km dy­stansie na Olimpiadzie w Paryżu w 1924 r. Dziś nasze ambicje sportowe są rzędu światowych czołówek ale wtedy drugie miejsce na świe­cie, a nade wszystko widok biało-czerwonej bandery na maszcie o-limpijskim wywołał szał radości i łzy w oczach. Nasze szanse sportowe w tych zawodach były raczej słabe. Jedynie dwukrotne zwycięstwo drużyn kolarskiej a po­tem jeździeckiej będzie pamiętne w historii sportu polskiego. Jako członek Polskiego Ko­mitetu Igrzysk Olimpij­skich (PKIO) byłem na­ocznym świadkiem tego sukcesu i wdzięczność dla czwórki kolarzy za­chowam do końca ży­cia.
Na tę olimpiadę je­chaliśmy III klasą na twardych ławkach aż do granicy francuskiej, gdzie witano nas wy­tworną salonką. Niemcy — nie dopuszczone do udziału w Igrzyskach za barbarzyńskie metody wojny światowej — nie dały żadnych zniżek ko­lejowych.
Zmarły senior na­szych olimpijczyków li­czył sobie 84 lata, zwią­zany był z Warszawą nie tylko jako wielo­krotny zwycięzca wryś-cigów i członek War­szawskiego Towarzys­twa Cyklistów, ale i za­wodowy pracownik In­stytutu Higieny. Gdy wiek uniemożliwił mu startowanie w zawo­dach pełnił wysokie funkcje organizacyjne w PZKol i przewodni­czył kolegium sędziów tego Związku.
R. Niewiadomski
GWIAZDKOWE NIESPODZIANKI „CENTRUM"
W „Centrum" rozpo­częła się sprzedaż ko­lekcji ubiorów dam­skich zaprojektowanych przez Annę Pol z Lub­lina specjalnie dla „Sa­wy". Są to cztery faso­ny spódnic, żakiet, dwa rodzaje bezrękawników i pięć wzorów sukienek, wszystkie bardzo uda­ne. Większość modeli z tej kolekcji uszyto z tkaniny w dyskretne pasy, wykonanej przez Zakłady Przemysłu Weł­nianego „Biawena" w Białej Podlaskiej według sugestii projektantki.
W „Juniorze" nato­miast, w stoisku firmo­wym Barbary Hoff, można kupować równie udane sukienki z aksa-
mitu i sztruksu — luź­ne, bezpretensjonalne, niektóre bardzo zabaw­ne. Te same modele wykonane z wełnianej żorżety wypadły nieco gorzej. Wkrótce trafią też do „Juniora" grube swetry z golfem, czapki z szalami i pikowane kurtki z ortalionu oraz szlafroki o fasonie ja­pońskiego kimona.
W „Centrum" sprze­dawane są również to­wary z importu, m. in. sukienki i koszule włos­kie, kozaczki damskie z Austrii, sztuczne futer­ka damskie z Francji, francuskie kosmetyki i ubrania dżinsowe. Na karnawał przygotowano 18 wzorów sukienek oraz tkanin łączonych z lurexem, a także srebr­ne i złote pantofelki. Dla dzieci, oprócz zaba­wek, przewidziano mile niespodzianki: konkurs i loterię Mikołaja oraz imprezy rozrywkowe.
E. D.
GRAFIKI EUGENIUSZA PICHELLA
Wr Salonie Sztuki Współczesnej „Warex­po"' w Al. Jerozolim­skich 21 23 otwarto ostatnio wystawę gra­fiki i rysunku Eugeniu­sza Pichella. Tematyka prac jest różnorodna — od wojennej, której ar­tysta poświęcił kilka cykli, m. in. „Karty z dziejów Oręża Polskie­go", ,.Droga Chwały Ludowego Wojska Pol­skiego*', „Studzianki", poprzez impresje z „Te­ki Chopinowskiej" (z u-rokliwym „Preludium deszczowym") i „Teki Olimpijskiej" do tema­tyki warszawskiej.
Warszawa stanowi dla Eugeniusza Pichella
źródło nieustającej in­spiracji, całym swoim życiem i twórczością ar­tysta jest związany z miastem. Z cykli war­szawskich zaprezento­wano na wystawie kil­kanaście drzeworytów, m. in. bardzo piękne „Kamienne schodki", „Wąski Dunaj", „Pod­wórze Fukiera", „Ulica Kozia". Są też drzewo­ryty z serii „Krajobraz" oraz rysunki i drzewo­ryty z różnych okolic kraju, a także z ostat­niej podróży do Włoch.
Prace, utrzymane w konwencji realistycznej, są pełne spokoju i pros­toty, bez udziwnień for­malnych, co tym bar­dziej podkreśla dobry warsztat i subtelna kreska którą operuje autor. E.
Ul WORY SIENKIEWICZA NA PŁYTACH
Henryk Sienkiewicz jest jedynym powieś-ciopisarzem polskim, którego utwory znajdu­ją się nagrane na pły­tach. Przed trzema laty wydano longplay zawie­rający udramatyzowaną wersję „Latarnika". W tej niezwykle interesu­jącej formie, dzieje Skawińskiego, starego latarnika, stają się jesz­cze bardziej wstrząsają­ce i absorbujące wyob­raźnię słuchacza niż lektura noweli. Potwier­dzić to mogą nauczycie­le języka polskiego, którzy bardzo wysoko ocenili płytę z nagra­niem „Latarnika" jako przydatną pomoc nau­kową. Warto dodać, że postać Skawińskiego kreuje Jan Swiderski, konsulem jest Włady­sław Hańcza a partie narracyjne czyta Alek­sandra Śląska.
W najbliższym czasie Polskie Nagrania wyda­dzą longplay z musi­calem Augustyna Blo­cha pt. „Pan Zagłoba". Wykonawcami będą
Chór i Orkiestra Pol­skiego Radia pod dyr. Stefana Rachonia. Ta nowa forma populary­zowania twórczości wielkiego polskiego pi­sarza jest potwierdze­niem jego wszechstron­ności i żywotności wśród najszerszych krę­gów społecznych.
Bogdan Okulski
IOWA EKSPOZYCJA
W muzeum Marii Sklo-dowskiej-Curie otwarto wystawę pt. „Maria
Skłodowska-Curie w sztuce ludowych twór­ców". Eksponowane rzeźby w drewnie i ce­ramika stanowią część zbiorów Muzeum Etno­graficznego w Toruniu. Mfmo dużego zróżnico­wania prac pod wzglę­dem artystycznym po­stać naszej wielkiej u-czonej przedstawiona jest /. dużą znajomością Jej dorobku naukowego i poświęcenia dla nauki. Na uwagę zasługują pra­ce W. Prucnal, K. Ma­kowskiego i S. Głowia-ka. (Alg)
NOWOCZESNY REALIZM
W Galerii „Desy" na Koszykowej 62 ogląda­liśmy wystawę krakow­skiego malarza Józefa Lucjana Ząbkowskiego. Artysta wystawił 14 ob­razów malowanych ak­rylem, reprezentujących nowoczesny realizm. In­teresujące prace J. L. Ząbkowskiego odznacza­ją się dynamiką, eks­presją i odważną kolo­rystyką. Czynią wraże­nie przejściowego etapu w poszukiwaniach ar­tysty własnego wyrazu w sztuce. W chwili obecnej element dekora­cyjności gra w obra­zach J. L. Ząbkowskie­go rolę dominującą, a pewne ryzyko arty­styczne podejmowane przez artystę może być nawet utożsamiane z pośpiechem pracy twór­czej — niektóre dzieła czynią wrażenie, jakby niedokończonych. Wy­daje nam się, że w przyszłości to malar­stwo dojrzeje, gdy uda się artyście rozwiązać własne, narzucone sobie problemy. (E)
CO WAŃKOWICZ SADZIŁ 0 ODO MAJORACH
Ogromnym powodze­niem cieszą się książki Melchiora Wańkowicza wśród Polaków zamiesz­kałych na czeskim Śląs­ku Cieszyńskim. Roda­cy z tego regionu zada­ją sobie wiele trudu, że­by zdobyć z kraju jego dzieła. Mogła się o tym przekonać dawna se­kretarka autora „Ka­rafki La Fontaine'a" mgr Aleksandra Ziół­kowska (praca magis­terska na temat twór­czości Wańkowicza), która spotkała się za miedzą z polską mło­dzieżą i wzięła udział w seminarium literackim (wygłaszając referat „Teoria i praktyka re­portaży Melchiora Wańkowicza"). W gim­nazjum w Orłowie od­powiadała na pytania dotyczące zwłaszcza książek „Hubalczycy" i „Westerplatte". Młodzi interesowali się szcze­gólnie osobistym sto­sunkiem Wańkowicza do dwóch dowódców — mjr. Dobrzańskiego, po­chodzenia szlacheckiego i mjr. Sucharskiego, chłopa z Woli Grębo-szowskiej.
PRZYGODA Z CIUPAGĄ
Nie przypuszczał pi­sarz i dramaturg Jerzy Przeżdziecki („Garść piasku", „Wariat",
..Dzień oczyszczenia"), że za sprawr zabranej jako prezent do Ame­ryki cepeliowskiej ciu­pagi przeżyje na nowo­jorskim lotnisku nie la­da perypetie. Gdy w czasie kontroli bagażu odkryto w podręcznej torbie ową ciupaga ze stalową rękojeścią u-znano zbójnicki rekwi­zyt za przedmiot, któ-rvm właściciel mógłby się posłużyć w niec­nych celach na pokła­dzie samolotu. Nastąpi­ło błyskawiczne prze­słuchanie, po którym ciupaga została włożo­na do plastykowej tulei i poleciała w dalsza drogę oddzielnie jaki bagaż.
SPOTKANIE NA PIĘCIOLINII
Zespół estradowy le­karzy z Warszawy „Es­kulap" w czasie nie­dawnych występów w Los Angeles przyjmo­wany był bardzo ser­decznie na widowni, a później serdecznie gosz­czony przez rodaków. W siedzibie Klubu im. Modrzejewskiej urzą­dzono dla warszawia­ków przyjęcie (rezer­wowano potrawy kali­fornijsko - meksykań­skie), nie obyło się bez zaimprowizowanego wy­stępu. Lekarzom-artys-tom z Warszawy nie po­została dłużna obdarzo­na ładnym głosem, uro­dziwa dr Alina Skien-dzielewska - Barakoń-ska, która początkowo zamierzała poświęcić się karierze piosenkarskiej. Doktor Alina jest ce­nionym wykładowcą psychiatrii na uniwer­sytecie w Los Angeles — zanim przeznaczyła się temu kierunkowi pracowała naukowo, zajmując się badaniem naczyń krwionośnych. Jako specjalistka tego zagadnienia (patrz zdję­cie przedstawiające na­szą rodaczkę podczas jednego z eksperymen­tów) wchodziła w skład amerykańskiej delegacji na kongres naukowy w Wiedniu. Niedawno dr Barakońska przebywała w Warszawie, gdzie m. in. wygłosiła referat na temat psychiatrii ame­rykańskiej, spotkała się z naukowcami, została przyjęta przez sekreta­rza generalnego Towa­rzystwa Polonia — Wie­sława Adamskiego.
Co nowego w Warszawie?
Z piątką m herbie
Chyba staje się tra­dycją, że wszystkie sklepy z wędliniarskimi wyrobami rzemieślni­czymi usytuowane są pod piątką: adres pierw­szego — Hoża 5, adres drugiego nowo otwarte­go — Ogrodowa 5... Ten ostatni poddano iście błyskawicznej moderni­zacji. W ciągu jedynie 10 dni wymieniono gla­zurę, zburzono stare la-stricowe lady, postawio­no ścianki działowe, wymieniono instalację elektryczną i wyremon­towano komory chłod­nicze. Chociaż dotych­czas czynne są dwa stoiska z zaplanowa­nych pięciu, to jednak klientów znających już rzemieślnicze wyroby z
norową Złotą i Srebrną Odznaką Zw. zaw. Pracowników Książki, Prasy i Radia, Dyplomem Hono­rowym za 30-lecie pracy w dzien­nikarstwie PRL, Honorową Odzna­ką Zasłużonego Działacza Kultury.
ZMARLI
26 września — MIECZYSŁAW KRAL, członek PZPR, zasłużony dziennikarz Polskiej Agencji Pra­sowej (PAP) b. wieloletni sekre­tarz Redakcji Krajowej, korespon­dent PAP w Budapeszcie, kierow­nik zespołu w Centralnym Ośrod­ku Dokumentacji Prasowej PAP, członek Stowarzyszenia Dziennika­rzy Polskich, wychowawca mło­dych kadr dziennikarskich. Od­znaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym i Srebrnym Krzyżami Zasługi, Me­dalami X i XXX-lecia PRL, Ho-
6 października — JOZEF ROKIC­KI, pik w st. spoczynku, odzna­czony dwukrotnie Krzyżem Wa­lecznych, uczestnik kampanii wrześniowej, inspektor Komendy Głównej AK, komendant naczel­ny Narodowej Organizacji Woj­skowej pseud. „Michał", dowód­ca Mokotowa (dywizji im. M. Ra­taja) w Powstaniu Warszawskim — pseudonim „Karol", więzień obozu jeńców w Murnau.
10
HENRYK SIENKIEWICZ
5 maja 1846 roku — W Woli Okrzejskiej na Podlasiu urodził się Henryk Adam Aleksander Pius Sienkie­wicz.
1858—1864 — Nauka w gimna­zjach warszawskich 1866 — Matura
1866—1871 — Studia na wy­dziale filologicznym Szko­ły Głównej
1869 — Debiut dziennikarski w „Przeglądzie Tygodnio­wym" '
1872 — Debiut pisarski po­wieścią „Na marne"
1873 — Początek współpracy z „Gazetą Polską" pod pseudonimem Litwos
1876—1878 — Pobyt w Amery­ce; powstają „Listy z podróży", „Szkice wę­glem" i „Janko Muzy­kant"
1879 — „Z pamiętnika poz­nańskiego nauczyciela",
1880 — „Latarnik"
1881 — Slub z Marią Szetkie-wiczówną
1883 — „Ogiem i Mieczem"
1884 — „Potop"
1885 — Śmierć żony
1887 — „Pan Wołodyjowski"
1889 — Pisarz funduje sty­pendium im. M. Sienkie-
— KALENDARIUM Z ŻYCIA I TWÓRCZOŚCI
wieżowej przeznaczając na to 15 tys. rubli, które otrzymał od anonimowe­go wielbiciela podpisane­go: Michał Wołodyjowski
1890 — „Bez dogmatu"
1891 — Podróż do Afryki
1893 — Slub z Marią Wolod-kowiczówną, w dwa lata później małżeństwo unie­ważnione, — „Rodzina Połanieckich"
1894—1896 — „Quo vadis"
1896—1900 — „Krzyżacy"
1897 — 1898 — Udział w pra­cach Komitetu Budowy Pomnika Adama Mickie­wicza w Warszawie
1900 — Sienkiewicz doktorem honoris causa Uniwersy­tetu Jagiellońskiego
 Obchody 25-lecia pracy literackiej
 Społeczeństwo nabywa Oblęgorek dla pisarza
1904 — Order Legii Honoro­wej od narodu francuskie­go
 Slub z Marią Babską
 „Ogniem i Mieczem" w teatrze^ary Bernhardt w
Paryżu
1905 — Nagroda Nobla
1906 — List otwarty do Wil­helma II w sprawie sto­sunków prusko-polskich
 Opera „Quo vadis" w Wiedniu i w Warszawie
1908 — „Wiry"
1910 — „W pustyni i w pu­szczy"
1912 — List do Marii Skło­dowskiej Curie nakłania­jący uczoną do przenie­sienia pracowni do War­szawy
1914 — Wyjazd przez Wiedeń do Szwajcarii
 Pisarz zostaje człon­kiem zwyczajnym Cesar­skiej Akademii Nauk w Petersburgu
1915 — Praca w komitecie pomocy ofiarom wojny ..Comite generał du Suisse pour les Victimes cle li Guerre en Pologne"
1916 — 13X1 godz. 9.00 — Henryk Sienkiewicz umie­ra
 22 XI — Pogrzeb w
kościele katolickim w Vevey
1924 — Sprowadzenie zwłok do kraju i złożenie w podziemiach Katedry Sw. Jana w Warszawie.
Henryk Sienkiewicz prowa­dził niezmiernie aktywny tryb życia, wiele podróżował, z oddaniem uczestniczył w życiu publicznym. Był dzien­nikarzem i pisarzem. Więk­szość jego prac literackich ukazywała się w odcinkach na łamach prasy, a dopiero później w postaci książki. Od 1900 roku przez 20 lat powie­ści Sienkiewicza wydawała firma Gebethnera i Wolffa, następnie wyłączność uzy­skało Ossolineum.
„Krzyżacy" to pierwsza książka Polski Ludowej, wy­dana w sierpniu 1945 roku, nakładem Czytelnika i Osso­lineum. Pełna, G0-tomowa edycja „Dzieł" Sienkiewicza powstała w PIW-ie, pod reda­kcją Juliana Krzyżanowskie­go, w latach 1948—1033.
Pierwsze sukcesy zagranicz­ne odniósł pisarz już w 1880 roku w Czechach, gdzie w czołowych pismach literac­kich umieszczono jego pierw­sze nowele. We Włoszech za najlepszą powieść roku uzna­no '„Rodzinę Połanieckich", a ..Quo vadis" znalazło się na liście 100 arcydzieł czytanych w Anglii. Pisarz jako podda­ny Rosji nie był objęty kon­wencją berneńską, korzystali z tego wydawcy, nie honoru­jąc praw autorskich. Wyją­tek pozytywny stanowiła bo-stońska firma Litlle-Brown, a pracujący dla niej tłumacz. Jeremiah Curtin wielokrot­nie spotykał się z autorem, odwiedzał go w Warszawie. Zakopanem, Oblęgorku.
Utwory Sienkiewicza, jak dotąd, zdecydowanie zajmują pierwsze miejsce w popular­ności literatury polskiej na świecie. Najczęściej tłuma­czoną książką jest „Quo va­dis". Pozycja ta ukazała się w najróżniejszych językach, w arabskim, chińskim, per­skim koreańskim, japoń­skim. Henryk Sienkiewicz wszedł do grona klasyków światowych, jego dzieła do­tarły do różnych narodów i kultur. (FGJ>
W dniach 1—2 grudnia 1976 odbyło się w Warszawie V plenarne posiedzenie Komi­tetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotni­czej. Porządek dzienny ob­rad, którym przewodniczył I Sekretarz KC PZPR Ed­ward Gierek, obejmował: re­ferat Diura Politycznego „O konsekwentną realizację spo-łeczno-ekonomicznego progra­mu VII Zjazdu PZPR, o wyższą efektywność gospoda­rowania"; sprawozdanie de­legacji partyjno-państwowej PRL, z wizyty przyjaźni w ZSRR; sprawy organizacyj­ne. Referat Biura Polityczne­go KC wygłosił I Sekretarz KC PZPR Edward Gierek. Plenum wybrało na sekreta­rzy KC PZPR Alojzego Kar­koszkę i Stefana Olszowskie­go. Plenum jednomyślnie przyjęło uchwałę w sprawie projektów narodowego planu gospodarczego na lata 1976—80 i rok 1977.
Na plenarnym posiedzeniu Sejmu PRL w dniu 2 grud­nia 1976 odbyło się pierwsze czytanie projektów: Uchwały o pięcioletnim narodowym planie społeczno-gospodar­czym na lata 1976—80. Uch­wały o narodowym planie społeczno-gospodarczym na rok 1977 oraz Ustawy budże­towej na rok przyszły. Przedstawił Sejmowi te pro-
\
jekty premier Piotr Jarosze­wicz. Izba skierowała je do komisji sejmowych, które do­konają dalszych szczegóło­wych ocen i analiz. Następ­nie Sejm powołał: na stano­wiska wiceprezesów Rady Ministrów Jana Szydlaka, Józefa Kępę i Kazimierza Secomskiego, a na stanowi­ska ministrów: Emila Woj­taszka — ministra Spraw Za­granicznych, Marię Milczarek — ministra Administracji, Gospodarki Terenowej i Och­rony Środowiska, Adama Ko­walika — ministra Handlu Wewnętrznego i Usług, Ma­cieja Wirowskiego — mini-stra-członka Rady Ministrów i Henryka Konopackiego — ministra Przemysłu Chemicz­nego.
6 grudnia 1976 rozpoczął ob­rady VIII Kongres Związków Zawodowych. Na to najwyż­sze forum związkowe ruch zawodowy wybrał 1752 dele­gatów — przedstawicieli pra­cowników wszystkich dzie­dzin produkcji i usług, oś­wiaty, kultury i nauki. 278 delegatów — to mandatariu-sze wielkoprzemysłowej kla­sy robotniczej. Na Kongres przybyło do stolicy Polski blisko 30 delegacji zagranicz­nych. Obrady Kongresu ot­worzył przewodniczący CRZZ — Władysław Kruczek.
Toruńskie witraże
Toruń podtrzymuje 700-let-nią tradycję wyrobu witra­ży. Przy toruńskiej PKZ działa wyspecjalizowana pra­cownia, gdzie przygotowy­wano witraże dla wie­lu zabytkowych budowli, m. in. dla zamku w Malborku, wrocławskiego ratusza, bu­dowli Gdańska i Torunia. Największym, od chwili powstania pracowni, zlece­niem będzie oszklenie Zam­ku Królewskiego.
Do tego celu potrzeba oko­ło 2 tys. m! specjalnie przy­gotowanego szkła. Ozdobią je kompozycje o motywach historycznych. Szkło do zamkowych witraży będzie wytapiane według recept starych mistrzów.
Wpłaty pieniężne
 1825 zł — p. Ireneusz Li­sowski z Wyszogrodu (zbiór­ka LOK miasta i gminy)
 2000 zł — Krajowa Spół­dzielnia Komunikacyjna w Poznaniu
 33 920 zł — Polski Związek Motorowy, Zarząd Główny (akcja „Kierowcy na Za­mek")
 25 000 zł — Przedsiębior­stwo Obrotu Wyrobami Przemysłu Chemii Gospodar­czej „Pollena" w Warsza­wie
 1100 zł — p. Maria Trębec-ka w Warszawie
 1456 zł — St. Kiszkurno. ślusarstwo-produkcyjne w Warszawie
 1260 zł — Spółdzielnia Rze­mieślnicza Wielobranżowa w Lęborku
 9756 zł — Polskie Towa­rzystwo Turystyczno-Krajo­znawcze, Oddzinl w Łańcu­cie
Numery kont
Obywatelski Komitet Od­budowy Zamku Królewskie­go w Warszawie PKO I Od­dział Warszawa Nr 1531-3030--132.
Oprocentowane konto de­wizowe Banku PeKaO Nr E-100-700.
Ofiarność częstochowian
Mieszkańcy Częstochowy iwpłacill już na konto zam­kowe blisko 1,7 min zł. Su­mę tę uzyskano dzięki dat­kom załóg zakładów prze­mysłowych i przedsiębiorstw po których krąży „wędrują­ca" skarbonka. Opiekę nad skarbonką sprawuje Czę­stochowski Oddział Towarzy­stwa Przyjaciół Warszawy.
AEG
JEŹDŹCY 76 (4)
Tak więc jedynie pierwsze miejsce dż. M. Mełnickiego w zakresie jeź­dzieckich umiejętności technicznych i taktycznych, rzetelności i skutecz­ności w walce wydaje się niekwe­stionowane. Dalsza dokładna klasy­fikacja, z podziałem na miejsca, nie jest wprost możliwa, zwłaszcza że zawód sprawił w ubiegłym sezonie utalentowany dż. B. Mazurek, a re­gres formy przeżywał doświadczony i mimo stałych kłopotów z wagą wciąż utrzymujący sie w grupie naj­lepszych jeźdźców Służewca — dż. St. Śałagaj.
Mówiąc szczerze, najbardziej podo­bała się nam w 1976 roku jazda młodych: pr. dż. A. Tylickiego, k. dż. J. Ochockiego, k. dż. J. Kra­jewskiego i k. dż. Sadowskiego, co podkreśliliśmy już w poprzednim sprawozdaniu. Oczywiście, bierzemy pod uwagę brak doświadczenia, ale sposób prowadzenia konia, podej­mowanie koniecznego ryzyka , ener­gia, spory już zasób umiejętności technicznych — wszystko to naka­zuje ich styl jazdy ocenić wysoko i wiązać nadzieje z przyszłą karie­rą torową. Na jej przeszkodzie może stanąć pewien brak zaufania jaki
okazuje czasami publiczność wymie­nionym jeźdźcom, po przegranych wyścigach. Istotnie kilka porażek J. Ochockiego i R. Sadowskiego wy­dawało się niejasnych, nierówną for­mę koni zaprezentował .dwa — trzy razy .1. Krajewski, jakieś zastrzeże­nia podobnej natury można mieć i do A. Tylickiego. Nie chcemy jed­nak rozpisywać się w sensie nega­tywnym nad ich postawą w minio­nym sezonie, gdyż przeważały ele­menty pozytywne. .T. Ochocki nie marnował na ogół szans koni, od­niósł wiele zwycięstw (pisząc to nie znamy jeszcze danych statystycz­nych). A. Tylicki mniej razy dosia­dał koni. lecz równie skutecznie. J. Krajewski prowadził konie bardzo efektownie. Walory jeździeckie pre­zentował również R. Sadowski, cho­ciaż może w mniejszym stopniu.
Dopiero za tą młoda gwardia kla­syfikujemy T. Filipowskiego i C. Ra-iewskiego. Pierwszy z nich dosiadał kilkakrotnie koni o nierównej for­mie, co. niestety, charakteryzuje niektórych pupili trenera W. Jani­kowskiego. Nie możemy analizować ile w tym winy dżokeja, ile trene­ra, te wyskoki formy koni dosiada­nych przez dż. Filipowskiego psują mu markę. Gdyby nie to można by nawet uznać go za wyróżniającego się dżokeja. Cenimy jego doskonałe wyczucie tempa, co czyni zeń groź-
nego przeciwnika wtedy, gdy pro­wadzi całą stawkę. Potrafi również rozłożyć ekonomicznie siły konia i w odpowiednim momencie atako­wać na finiszu. Więcej niż popraw­nie jeździł w ubiegłym sezonie dż. Rajewski. chociaż nie specjalnie efektownie. Jest to dżokej technicz­nie zaawansowany, potrafiący pra­widłowo ocenić siły * swego konia oraz przeciwników i atakujący w stosownej chwili.
Slabszv sezon zanotowali dż. B. Mazurek i dż. S. Salagaj. każdy z innych przyczyn. Dż. Mazurek nie miał wielkiego nola do oopisu na koniach Stajni Choino, nie wpłynę­ło to dobrze na Jego samopoczucie, nie przejawiał tej fantazji i bezkom-promisowości w akcji finiszowej (z wvjatkiem kilku udanych wyści­gów), jaka charakteryzowała go w ooprzednich latach, oznacza to chy­ba chwilowy regres, a nie zatrzy­manie się w rozwoju pięknie zapo­wiadających się zdolności jeździec­kich. Dż. Sałagai słabiej prowadził konie w sezonie jesiennym, nie były tu bez wpływu także kłopoty z wa­gą, silna ręka tego dżokeja Drzy-zwyczaiła nas do jego pewnej jazdy na prostej, na odcinkach finiszo-wvch, kilka razy przeżywaliśmy zi-wód. Wielkie doświadczenie torowe i doskonałe umiejętności techniczne
dż. Sałagaja utrzymują go nadal w czołowej grunie dżokejów służewiec-kich, mimo że okres młodości ma już za sobą. Sądzimy, że w sezonie lii?? osiągnie niejedno zwycięstwo i nie obniży kredytu zaufania u pu­bliczności.
Na torze warszawskim mamy Jesz­cze kilku dżokejów dobrej klasy — należą do nich: W. Ryniak. A. Re-jek. R. Maciejak, A. Goździk, J. Sa­dowski. Spośród wymienionych nie­co wyżej jak sądzimy, należałoby ocenić w sezonie 197G pracę dż. W. Ryniaka i dż. R. Maciejaka. Do dż. Rejka i dż. Goździka ma trochę pre­tensji publiczność. Pierwszego z nich posądza się nieraz o pasywną jazdę na koniach faworyzowanych, drugi dosiada czasami koni o jaskra­wo nierównej formie (stajni kiero­wanej przez trenera L. Buidensa). W pewnym stopniu spotyka się też z zarzutami dż. J. Sadowski. Cała piątka jednak to dżokeje rutynowa­ni, biegli technicznie i potrafiący rozwiązywać również problemy tak­tyczne. Od dżokejów dobrej klasy można sporo wymagać, przede wszys­tkim nienagannej, solidnej jazdy.
(d.c.n.)
11
WARSZAWSKIE MIESZKANIA
Po ukończeniu studiów, ale bez dyplomu, którego mu nie wystawiono z powodu braku egzaminów z greki (sic!) Sienkiewicz rozpo­czyna pracę dzienikarską. Ówczesny redaktor „Gazety Polskiej", Józef Sikorski, poczyna so­bie dość brutalnie z jego „fejletonami" kre­śląc co nie miara. Odmawia mu talentu, wię­cej, zarzuca niesumienność ze względu na nadmiar poezji w felietonach przy niedosta­tku faktów.
...Mistrz dzisiejszej literatury zajmował wówczas lokal w moim*i sąsiedztwie, pod nr 8 przy ul. Nie­całej*'- wspólnie ż Leopoldem Mikulskim, jednym z najgorętszych przedstawicieli młodej prasy... Za­pewne bliskiemu temu sąsiedztv/u zawdzięczaliśmy, że Sienkiewicz przyjmował często udział w zebra­niach, o których mowa. Zresztą w gronie towarzy­szów nie wyróżniano go wcale, chociaż on sam wyróżniał się swoim jestestwem......Pomnę, pewne­go wieczoru zabawił u mnie do późnej pory, a na wychodnym rzekł: „Mikulski złaje mnie, że tak późno powracam". Prosiłem więc, aby przenocował. „Zgoda, ale pod warunkiem, że przeleżę na sofie". I pomimo całej gościnności z mojej strony nie po­trafiłem przemóc, by przyjął odstąpione mu za ko­tarą łóżko...".
Wkrótce, obrzydziwszy sobie zapewne redaktor­skie łajania i cięcia, do spółki z kolegami kupuje „Niwę" — notabene za pożyczone pieniądze. Pro­wadzi tam dziat literacki. Niebawem obejmuje sta­nowisko kronikarza życia warszawskiego w „Ga­zecie Polskiej", której właściciel i redaktor Ed­ward Leo pozostawia mu znacznie większą swobo­dę działania niż poprzednik. Brać literacko-dzien-nikarska zbierała się wówczas codziennie na we­randzie Lessla w Ogrodzie Saskim. Podczas jedne­go z takich zebrań .....nadbiegł*11 ktoś z wieścią o
szalonym pożarze Pułtuska... Czyżby podpalenie — Moskale?
 Jadę! — krzyknąłem porywając się z miejsca.
 A może by i pan, panie Henryku? — zapropo­nuje swojemu felietoniście Edward Leo, redaktor „Gazety Polskiej".
 Juz pojechałem — wycedził z flegmą Sienkie­wicz...
...Dziwiłem się co prawda tej nagłej decyzji spo­kojnego kamiennie Sienkiewicza, ale z czasem do­szedłem do przekonania, że łatwiej mu było wy­brać się za ocean niżeli w Warszawie z wizytą ..
...Noc niemal cała minęła na okropnej wędrówce po fantastycznym rumowisku, oblanym poświatą księżyca... skreśliłem natychmiast dorywcze spra­wozdanie z gorącym wezwaniem do składek. Ja­koż nazajutrz ukazało się ono w „Kurierze War­szawskim".
A Sienkiewicz?
Znużony, musiał dni parę odpocząć, skupić się, przemyśleć widziane najsumienniej, by dopiero w sobotnim (!) felietonie dać rzecz pt. „Zgliszcza i pustka". Straciła na tym zapewne aktualność dzien­nikarska... Zyskało piśmiennictwo!".
W 1876 r. Sienkiewicz udaje się na między­narodową wystawę do Filadelfii jako ko­respondent „Gazety Polskiej". W efekcie je­go nieobecność w Warszawie przedłuża się do prawie czterech lat.
.....Nareszcie przyjechał — on sam. Najgorliwsi
zwolennicy twierdzili, że przyjechał ciągniony przez dwa mustangi, z czerwonoskórym groomem na ko-
„Było to przed laty. Chodziłem wówczas do klasy pierwszej i stałem na stancji na Starym Mieście, w pierwszym z brzegu domu za Świętojańską... Świętojańska miała swoje ponęty, z których największą była Fara. ...Gotyckie żebrowania kościelnej nawy, ołta­rze, pomniki, portrety, a zwłaszcza posągi ry­cerzy w zbrojach — oto, co pociągało mnie nadzwyczajnie. Nie przeczuwałem wówczas, patrząc na śpiących obok siebie ostatnich Książąt Mazowieckich, że będę opisywał ich przodków w „Krzyżakach". A wszelako sam nie wiem, czy od tych rozmaitych pamiątek, od tych portretów, od tych pomników, od tych marmurowych twarzy nie wiał na mnie wów­czas wiatr minionych wieków, sławy, siły, wolności — i nie nanosił tych ziarn, które długo leżały mi w duszy, zanim wyrosły z nich moje powieści historyczne..."
Przytoczony powyżej fragment pochodzi z ostatniego utworu Henryka Sienkiewicza — noweli „Wspomnienie", powstałej tuż przed śmiercią pisarza w Szwajcarii. „Wspomnie­nie", wydrukowane pośmiertnie 25 listopada 1916 r. w „Tygodniku Ilustrowanym", było pożegnaniem Sienkiewicza z Warszawą, do której powrócił dopiero po śmierci.
Sienkiewicz przyjechał do Warszawy jako dziesięciolatek, tu kształcił się przez lat 16 i tutaj zawsze powracał ze swoich długich wo­jaży zagranicznych. W 1861 r. jego rodzice sprzedają wieś Wężyczyn, gdzie mieszkali od 1843 r. i przenoszą się do Warszawy na Nowy Świat 7. 15-letni wówczas syn zamieszkał z nimi. Pod tym numerem stała już wówczas prawdopodobnie kamienica wybudowana we­dług planów Aleksandra Woydego i Adama Oczkowskiego — niegdyś własność Anny Scheibler, następnie Władysława Pusłowskie-go. Obecnie dom ten jest obniżony do wyso­kości dwóch pięter, a powojenna odbudowa nadała mu charakter pierwszej połowy XIX wieku (z wyjątkiem portalu). W części parte­ru znajduje się restauracja „Złota Rybka".
W domu rodzinnym się nie przelewa. Sienkiewicz najpierw zarabia korepetycjami (za dwie otrzymu­je 7 rb), a po ukończeniu VII klasy gimnazjum przerywa naukę — zapewne z biedy — i spędza rok jako guwerner w domu Wejherów w Poświci-
nem kolo Płońska, skąd pisze do kolegi: .....pozwól,
że rzucę nawiasem pytanie, co by się stało, gdy­bym mimo całej usilności obecnej nie zdał egza­minu. — To bardzo być może — o wypadek nie­trudno — a w takim razie... wojsko albo kula w łeb, i basta. — Trochę to ostatnie za ryzykowne,
jest jeszcze wiele innych środków, a mianowicie: być ekonomem, pisarzem, guwernerem, wreszcie kamerdynerem, lokajem, świniopasem itp., ale to wszystko nie przypada zupełnie do mego gustu, tark że między wyborem w pierwszym a ostatnim ani chwili bym się nie wahał".
Ale do żadnym drastycznych decyzji nie doszło, bo „usilność", z jaką wkuwał do matury, przynio­sła pożądane efekty. Co prawda na świadectwie maturalnym Sienkiewicza widnieją niemal same oceny dostateczne — z wyjątkiem języka polskiego oraz historii Rosji i Polski i geografii powszechnej, w których to przedmiotach jego postępy oceniono bardzo dobrze, ale droga na uniwersytet stoi przed nim otworem. Zdaje na wydział prawa Szkoły Głównej, potem* pod wpływem rodziców przenosi się na wydział lekarski, w końcu, ku rozpaczy matki, decyduje się na filologiczny.
„...Te porywy fantazji i bujności wyobraźni, któ­rym... nie mógłby się oddawać studiując medycy­nę — ubolewa pani Sienkiewiczowa — nie dadzą mu niestety pewnego, niezawisłego chleba, na któ­ry pracować przeznaczony, z postępem lat i do­świadczeniem przejdą same z siebie, wynikiem ich będzie kilkanaście arkuszy zabazgranych uczonymi rozprawami, których nikt czytać nie zechce, a sta­nowisko jego w świecie pozostanie zawsze na stop­niu tak niskim, że mu ani sławy, ani szczęścia do­brego bytu nie zapewni... w dzisiejszym położeniu kraju, gdzie wszystko zależy tylko od chwili fan­tazji, gdzie nikt pewnym jutra być nie może, jeden tylko zawód lekarski jest niezawisłym od nikogo, zatem zapewniający byt dobry, własną pracą po­zyskany, którego ani ogień nie spali, ani woda nie zaleje, ani złodziej nie ukradnie".
Wyemancypowany spod rodzicielskich wpływów Sienkiewicz klepie studencką biedę, utrzymując się z korepetycji. Jeszcze po 30 latach wspomina jak to „zdarzało się... po dwa dni nie jadać, a zarazem nie mieć naj­mniejszego prawdopodobieństwa obiadu na dzień trzeci i następne". Wkrótce jednak jego sytuacja materialna poprawia się nieco: otrzymuje guwernerkę u książąt Woroniec-kich, z którymi jest skuzynowany przez Jad­wigę Łuszczewską (Deotymę). U Woroniec-kich właśnie, w ich majątku Bielice pod So­chaczewem i pałacyku warszawskim w Ale­jach Ujazdowskich pod obecnym numerem 49, (mieści się tam teraz Rada Adwokacka) pisze swą pierwszą powieść „Na marne".
Pałacyk ten, zbudowany w 1832 r. przez Antoniego Corazziego i odrestaurowany przez Szyllera, zapisał się dwukrotnie w historii li­teratury polskiej. Oto w „Rozmowach o książ­kach" Jarosława Iwaszkiewicza znajdujemy następujące zdanie: „...Sienkiewicz pisał w tym pałacyku swoje „Na marne", a ja moje „Dionizje" jakaż uderzająca różnica pokoleń, nie mówiąc już o innych różnicach!".
123456789 10 11
2 13 14 15 16 17 18 19 20
OKIENKO WARSA
POZIOMO: 1) drżące drze­wo • tropy. 2) ulica przeci­nająca pi. Konstytucji. 3) swojski alpinizm. 4) tytuł Bielińskiego utrwalony w nazwie warszawskiej aiterii. 5) węzeł komunikacyjny w sąsiedztwie dworca Ochota. B) rodzaj werandy. 7) więzy, pęta 0 druni pokos Irawy z !ąki. 8) Obywatelskiego Ko­mitetu Odbudowy Zamku — PKO I Oddz. Warszawski nr 153-3030-132 0 pogawędka. 9) moralność 0 ulica, Pragi Płd. (zaprzeczenie . Starej). 10) wyrastają z pączków • prawobrzeżna Warszawa. 11) dawny podręcznik łaciny, 12) ^az o symbolu O. 13) na liś­cie. 14) odmiana chalcedonu. l(J) pomidorowy na zupę. 1?) pala żądzą zemsty. 20) ćwierć dużej beczki 0 zupa rybia.
PIONOWO: 1) pracownicy PKP. 2) płynie z bajki 0 w roku 1888 założył w Krako­wie pierwszy ogród gier i zabaw ruchowych dla dzieci. ") ulioa przy której mieści
się Pałac Staszica. 4) po niej ruch samochodowy • spadek, dziedzictwo, 5) podpora faso­li 0 miara ilości papieru. 6) omasta 0 jon o ładunku ujemnym. 7) otrzymuje świadczenia z instytucji u-bezpieczeniowej. 8) z kno­tem 0 cztery kwarty. 9) narciarstwo. 2 10) ustawa zasadnicza (w nazwie sto­łecznego placu). 11) zwodzą innych rzekomymi umiejęt­nościami. 13) sylwestrowa suknia. 14) uszkodzony i za­topiony statek. 15) trudny do porąbania. 16) zatyczka.
17) gdański klub sportowy.
18) graniczy z Żoliborzem i Ochotą. 19) myśl przewod­nia. 20) jeden z domów Centrum.
Litery z kratek z dodat­kową ramką, czytane ko­lejno rzędami poziomymi, utworzą hasło-fragment
wiersza Tadeusza Nalepiń-skiego.
Ren
Pomiędzy • czytelników, którzy w ciągu 10 dni od daty ukazania się pisma na-deślą (na kartach poczto­wych z naklejonym kupo­nem) rozwiązanie krzyżów­ki i hasła, rozlosujemy KSIĄŻKI.
Wróble i kosy przez cały rok przebywają licznie na podwórkach i w przydomo-icych ogródkach.
Fot. W. Pawłowski
Żlę... Na białym tle drzwi zarysowało się coś czar­nego, a na czarnym — biały trójkąt sponad kto-lego rozległ się głos. Tylem i widział z prelegenta, bo fizjonomię jego pochłonęło tysiąc par rozgo­rączkowanych oczów.
Co czytał — o tym powie właściwy sprawozdawca. Rola moja jako »badaeza prądów opinii« zaczyna się od tej chwili, kiedy czarny płat opatrzony bia­łym trójkątem rozpłynął się w ostatecznej nawał­nicy oklasków" — tak to Bolesław Prus skomen­tował w „Kurierze Warszawskim" odczyt Sienkie­wicza, opatrując swoje sprawozdanie znamiennym tytułem: „Co p. Sienkiewicz wyrabia z piękniejszą połową Warszawy".
Sienkiewicz wrócił do Warszawy po blisko czte­roletniej nieobecności opromieniony sławą druko­wanych w „Gazecie Polskiej" Lisfóit' z podróży i Szkiców węglem. Od razu też stał sit; modny, a je-Ko odczyty, na których zaprezentował dwie pozy­cje ze swych amerykańskich plonów: „Za chlebem" i ..Szkice amerykańskie", zyskały duże uznanie u warszawskiej publiczności.
Co zaś do płci pięknej, to było już wówczas pewne, że zdobył serce poznanej w Wenecji Marii Szetkiewiczówny, a wkrótce i jej rękę. Gotując się do ślubu urządza mieszkanie na Chmielnej 15 (w budynku, który tu stoi obec­nie mieści się Zarząd Oddziału ZBOWiD) i pisze do narzeczonej: „Meble wszystkie przy­wiozę jutro. Jutro je ustawię. Potem będę miał mniej roboty. Dziś kupiłem rolety. Por­tiery będą na sobotę. Firanki jutro kupię. Zresztą jestem już urządzony... W gniazdku będzie wcale ładnie..." Ślub odbył się 18 sier­pnia 1881 r. u Kanoniczek, ale „wcale ładne gniazdko" chyba nie zyskało aprobaty panny młodej, skoro już w grudniu tegoż roku Sien­kiewiczowie przenoszą się na Wilczą 22. I tam nie zagrzeją długo miejsca, bo ich pierw­sze dziecko — syn Henryk Józef, przychodzi na świat 15 lipca 1882 r. w kolejnym miesz­kaniu przy ul. Marszałkowskiej 85. Pod tym numerem stoi teraz dom zbudowany po woj­nie, mieszczący m. in. restaurację i bar „Pod Gwiazdami" oraz „Delikatesy".
Małżeństwo sprzyja stabilizacji życiowej; Sienkiewicz obejmuje kierownictwo nowo powstałego dziennika „Słowo". Zabiera się też do pracy nad powieścią mającą mu zapew­nić wkrótce wielkie powodzenie: „Ogniem i mieczem". Powieść powstaje niemal wyłącznie w Warszawie. W tym czasie Sienkiewiczowie urządzają się w nowym mieszkaniu w Al. Je­rozolimskich 25, w domu Marconiego, który projektant dworca kolei wiedeńskiej zbudo­wał dla siebie w 1846. Resztki murów „casa Marconi" zostały rozebrane podczas poszerza­nia ul. Marszałkowskiej. Obecnie numery ma­ją inną kolejność: narożny budynek — „Me-tropol" ma nr 45.
Tam rodzi się drugie dziecko — córka Jad­wiga. Po porodzie Maria Sienkiewiczowa za­czyna niedomagać, pisarz zawozi ją więc do uzdrowiska bawarskiego, a potem, aż do jej śmierci — na gruźlicę, jesienią 1885 r., towa­rzyszy jej do różnych uzdrowisk intensywnie pacując nad „Potopem". Maria Sienkiewiczo­wa opisuje ich ówczesny tryb życia w listach do matki:
„Mój mały pisze rankami, po śniadaniu wychodzi, wieczorem tkwi przy Mańci, jodynuje pleczki, wie­trzy, w nocy znowu pisze..."
Po śmierci żony pisarz dużo podróżuje. Urzą­dza mieszkanie, ale już nie to w domu Mar­coniego, tylko następne — przy Wspólnej 24 (ten numer dziś już nie istnieje; niektórych numerów na Wspólnej brak) zdobiąc gabinet przywiezionymi z Konstantynopola dywanami i bronią. Relację ze swoich poczynań zdaje szwagierce — Jadwidze Janczewskiej, załą­czając własnoręczny rysunek urządzenia: „Zresztą i gości mam dosyć, bo o Waszej szabli urosła cała legenda w Warszawie, a ciekawych tu nie brak... Mój gabinet do pra­cy tak wypiękniał, że aż milej w nim sie­dzieć, a to niemała korzyść, bo siedząc w do­mu, pisze się więcej". I rzeczywiście, wkrót­ce gotów jest „Pan Wołodyjowski".
Po opublikowaniu powieści Sienkiewicz otrzymuje pocztą 15 000 rubli i kartkę ze sło­wami: „Michał Wołodyjowski — Henrykowi Sienkiewiczowi". Dar nieznanego wielbiciela posłuży Sienkiewiczowi do utworzenia fundu­szu stypendialnego imienia zmarłej żony dla artystów zagrożonych gruźlicą. Będą z niego korzystali m. in.: Konopnicka, Witkiewicz, Wyspiański, Tetmajer, Przybyszewski...
I znów podróże: Wiedeń, a stamtąd przez Rzym i Neapol do Egiptu. Za granicą poznaje Marię Wołodkowiczównę. Po powrocie do Warszawy myśli o małżeństwie: „...w tych czasach ustalam się, urządzam mieszkanie, przedtem jeszcze muszę wyjechać do Sycylii, słowem, ponoszę mnóstwo wydatków takich, jakie pociąga za sobą urządzenie gospodar­stwa i domu zupełnie na nowo".
11 listopada 18H3 r. zaślubia w Krakowie, w prywatnej kaplicy kardynała, piękną Mu-rynuszkę — wychowankę magnata odeskiego. Mariaż ten kończy się skandalem: po kilku tygodniach Wołodkowiczówna opuszcza go.
W 1895 r. powstaje „Quo vadis", a w latach następnych pisarz pracuje nad „Krzyżakami". W początkach roku 1897 odbywa się w jego mieszkaniu przy ul. Wspólnej poufne zebra­nie, na którym występuje z pomysłem zorga­nizowania komitetu, który miałby poczynić starania o wzniesienie w Warszawie pomnika Mickiewicza w stulecie urodzin poety. I znów tryb życia „latającego Holendra": Włochy, Francja, a w październiku 1898 r. donosi Jad­widze Janczewskiej: „Pogoda zła. Siedzę i piszę. Z mieszkaniem skończyłem. Wyobraź sobie: meble w salonie nie są obdarte, a ten obskurny pokój Heniowy zrobił się czysty jak szklanka i prawie ładny. — Mebelki tam ka­załem jednak pokryć, bo były niemożliwe. Są jasne — i takiż parawanik. Dziury w ścia­nach pozasłaniane obrazkami. Biała jak śnieg firanka, nowa roleta — na stołach serwety, w oknie chryzantemy. Nie poznasz! Ze swe­go afrykańskiego perkalu kazałem zrobić fi­rankę do jadalnego, gdzie lampa dostała ciemnik ładny. Stosy brudnych gazet są wy­niesione, kredensy uprzątnięte, klamki po-czyszczone. Nie poznasz! Szezlong w salonie też nowo obity na zielono. Nie poznasz! Ra­zem wszystko, tj. obicia, firanki, serwety etc, etc. kosztowało mnie 69 rs z kopiejkami. 1 trzeba było trochę reformy, bo z powodu po­mnika będą mnie odwiedzać i swoi i obcy..."
„Co do mnie, widuję dużo ludzi takich, którzy mają do mnie interera, ale bywam ma­ło. Wieczorami siaduję w domu. Na ostatnim tylko piątku widziałem dużą gromadę i by­łem wymowny, jak Zagłoba bywał waleczny — w ostateczności i z rozpaczy".
A propos „piątku", o którym mowa w liście: Sienkiewicz przez długie lata był wierny tym ze­braniom towarzyskim otoczonym legendą , które odbywały się u doktora Karola Benniego. Jeden z młodszych bywalców tego domu zanotował, że w domu Benniego „schodziła się przeważnie literatu­ra i sztuka, ale wszystkie, co stamtąd wychodziły, czyny i myśli działy się... konspiracyjnie... Wcho­dziło się do jego mieszkania bocznym wejściem, pojedynczo, nie grupami, z obawy przed policją".
Zebrania te, przezwane „parlamentem warszaw­skim", zastępowały życie publiczne: tu kształtowa­ły się opinie, tutaj omawiano wszelkie kontrower­syjne sprawy bieżące. „Piątki" obchodziły nawet w 1895 r. swój jubileusz. Przemówienie, uwiecznio­ne jako „Adres na 25-lecie Piątków dra Ben­niego", wygłosił Sienkiewicz, któremu notabene na piątkowym zebraniu w 1898 r. urządzono prywatną owację jubileuszową. Od publicznej wymówił się wówczas ze względu na uroczystości mickiewiczow­skie. Tymczasem odsłonięcie pomnika Mickiewicza odbyło się wśród głuchej ciszy, zabroniono bowiem wszelkich mów.
Rok 1900, jubileuszowy. Sienkiewicz roz­poczyna odnawianie mieszkania określając jego wygląd: „czysta rozkosz". W czerwcu 1902 r. likwiduje jednak swoją „jaskinię" na Wspólnej, aby przenieść się do „odwiecznej siedziby przodków", jak żartobliwie nazywa Oblęgorek — majątek pod Kielcami, dar ju­bileuszowy zakupiony ze składek społeczeń­stwa. Ale już jesienią wraca do Warszawy i zajmuje nowe mieszkanie przy ul. Hożej 22 (obecnie numer ten również nie istnieje). Od­tąd Oblęgorek traktuje niemal wyłącznie jako letnisko, a po latach napisze: „Wypłaciłem się za Oblęgorek, nie mówiąc o tym, że nie ja zjadam dochody z Oblęgorka, ale on moje".
W maju 1904 r. żeni się z kolejną Marią
Sienkiewicz w swoim mieszkaniu przy Wspólnej
swego życia — Babską, a zimą tegoż roku pi­sze do J. Janczewskiej o urządzaniu miesz­kania, które „...wkrótce ma być przyprowa­dzone do porządku. Marynia wylatuje w tym celu co rano na Żydy, a co wieczór, ...zjawia się w mieszkaniu jakiś grat z XVIII wieku w postaci ekranu albo ucha od porcelanowego... dzbanka, albo stołu, któremu brak tylko nóg i blatu — i następuje dokuczanie i urągowi­sko, które trwa do dnia następnego. Potem stolarze i tapicerzy odnawiają miesiącami ta­kie patraki, a potem jeszcze pokazuje się, że to jest wprawdzie niewiele tańsze od czegoś nowego, ale niebrzydkie i bardziej indywidu­alne".
W 1905 r. Sienkiewicz otrzymuje Nagrodę Nobla, co przynosi mu około 100 000 rubli. Pod koniec życia pisarz jest człowiekiem bar­dzo zamożnym. I bardzo zajętym. Uskarża się na to w liście do Janczewskiej z 1908 r.: „Pi­sanie wcale w Warszawie nie idzie. Z powodu ankiety"*'1 przeszkadza mi nie tylko Polska, ale i Europa..."
W październiku 1911 r. Sienkiewiczowie przenoszą się na ul. Szopena 18 (tego numeru także brakuje, na jego miejscu rośnie trawa skwerku przed Klubem Inwalidy). Wybuch pierwszej wojny światowej zastaje pisarza w Oblęgorku. Stamtąd udaje się do Krakowa, a potem do Wiednia, gdzie dowiaduje się o ist­nieniu odezwy rzekomo podpisanej przez nie­go, a wymierzonej przeciwko państwom cen­tralnym. Ta wiadomość tłumaczy jego decy­zję wyjazdu do neutralnej Szwajcarii. W Vevey, wraz z Paderewskim i Osuchowskim organizuje komitet pomocy ofiarom wojny i tam umiera — 15 listopada 1916 r.
W październiku 1924 r. trumna z prochami pisarza opuszcza Vevey. Po przybyciu pocią­gu żałobnego do Warszawy kondukt zatrzy­muje się koło pomnika Mickiewicza, gdzie przemawia prezydent Rzeczypospolitej Stani­sław Wojciechowski. Trumna zostaje złożona w podziemnej krypcie Katedry Sw. Jana, któ­rą to katedrę tak przejmująco opisał we „Wspomnieniu". EWA DOBROWOLSKA
1 — Bruno Lezyam, „Ze wspomnień osobistych o Sienkiewiczu sprzed 30 laty", 1904.
2 — W tym miejscu stoi obecnie dom mieszkalny, gdzie wmurowano tablicę upamiętniającą rozstrze­lanie przez hitlerowców 8 sierpnia 1945 roku 20 osób cywilnych.
3 — Tadeusz Czapelski, „Z pamiętnika nienapisane-go", „Słowo Polskie", 1924.
4 — Chodzi o głośne wystąpienie Sienkiewicza prze­ciwko polityce pruskiej w formie listu otwartego do króla pruskiego i cesarza niemieckiego Wilhei-ma II, rozesłane do prasy światowej.
Aleje Ujazdowskie w pobliżu placu Trzech Krzyży na starej pocztówce
MARIA KORNIŁOWłCZÓWNA
ważniejsza, surowsza, więc i powieść nasza ma zadanie odmienne, a mianowicie powinna: dawać zdrowie, nie rozszerzać zgniliznę..."
W hierarchii wartości Sienkiewicza świ it rzeczy tkwił gdzieś bardzo nisko, a raczej wręcz na samym dole. Owszem, jakiś poje­dynczy piękny, a charakterystyczny przed­miot. Sienkiewicz opisuje ze znawstwem. Ale czy wiemy na przykład, jak był umeblowany dworek Ketlinga? Nie, bo pisarza obchodzą przede wszystkim ludzie, którzy się w tym dworku znaleźli i sprawy, które się tam dzie­ją. Na opisy przyrody nie żałuje miejsca i czasu, natomiast „martwe kształty" dostrzega tylko wówczas, jeśli ich walory estetyczne o-wą martwotę napełniają życiem. Akcesoriów mających tylko wartość użytkową czy presti­żową po prostu nie dostrzega, a dostrzegania nie pochwala. W jednej ze swoich krytyk li­terackich powiada: „jakiś dowcipniś nazwał tę łatwość malowania drobiazgów — sprytem tapicerskim".
W tym miejscu wypadnie opowiedzieć a-negdotkę, wiążącą się z owym niedostrzega­niem rzeczy przez mego dziadka. Zatrzymał się mianowicie kiedyś w Krakowie u swego przyjaciela Karola Potkańskiego, wielkiego u-czonego, który jednocześnie miał opinię „ar­bitra elegantiarum". Potkański był wysoki i chudy jak szczapa, mój dziadek ledwie śred­niego wzrostu i już wówczas zaczynał mieć brzuszek. Obydwaj szli wieczorem na jakąś bardzo ważną uroczystość, bodaj na jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Potkański wy­szedł wcześniej. Po jego wyjściu Sienkiewicz zaczął się dopiero przebierać, sięgnął do szafy po frak i usiłował włożyć frakowe spodnie. Ani rusz! Szamotał się ze spodniami czas ja­kiś, aż wreszcie zauważył, że są czegoś o wie­le za długie i za wąskie. Czyżby więc Potkań­ski wyszedł w jego fraku, a swój zostawił w szafie? Kiedy już sytuacja wydawała się do­słownie bez wyjścia (bo dziadek nie miał w czym wyjść z domu), roześmiał się nagle: uj­rzał oczyma duszy, jak pan Karol musi wy­glądać w jego szatach... Wówczas, drogą logi­cznego rozumowania, które wskazywało, że ,arbiter elegantiarum", choćby najbardziej roztargniony, w ten sposób ubrać się nie mógł, doszedł do wniosku, że widocznie Potkański ma dwa fraki, a jego własny pozostawił w spokoju. Istotnie tak było. Dziadek zjawił się na uroczystości ubrany nienagannie, i w zna­komitym humorze.
Przechodząc w ten sposób przez anegdotkę od pisarza do człowieka, widzimy, że jego dowcip nie przelewał się jedynie na papier przez takich bohaterów jak pan Zagłoba. Dziadek miał bowiem ów najcenniejszy z cennych humor sytuacyjny na co dzień, który rozładowuje znakomicie wszelkie trudności dnia powszedniego. Na czym polega czar oso­bisty człowieka? Trudno dać na to odpowiedź, natomiast wiadomo, że poczucie humoru musi być tego czaru nieodzownym składnikiem.
A jeśli człowiek nim obdarzony nagle prze­mawia poważnie, to znaczy, że nie o drobia­zgi już chodzi. Może na tym polega między innymi umiejętność przyciągania ku sobie dusz i umysłów? Zwłaszcza jeśli samemu wie się dobrze dokąd się dąży i czego chce. A do­kąd dążył? Tu znowu trzeba powtórzyć cytat, zamieszczony na zakończenie „Onegdaj":
„...z doświadczenia życiowego wiem, że je­dyną drogą prowadzącą do względnego spo­koju jest zapomnienie o sobie, a poślubienie jakiejś altruistycznej, wielkiej myśli ogólnej. (...) Trzeba mieć cel wielki, zewnętrzny (...) — czy to będzie ojczyzna, czy sztuka, czy litera­tura, czy którakolwiek z tych wielkich rzeczy, które tak przyciągają ku sobie dusze ludzkie, jak magnes żelazne opiłki. (...) Trzeba przede wszystkim coś ogromnie umiłować, a wów­czas miłość będzie parła do czynu i z pomocą rozumu znajdzie drogę."
P.S. Do Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie przyszła we wrześniu br. lakoniczna odpowiedź z Akademii Szwedzkiej, że Akademia pa­tronuje wprawdzie wydaniom książek laureatów Nobla, ale nie interesuje sie sprawą ich opracowa­nia redakcyjnego Koniec, kropka. Chyba nawet lepiej, że zajmując tego rodzaju stanowisko. Aka­demia Szwedzka taktownie powstrzymała się od za­mieszczenia jakichkolwiek formułek grzecznościo­wych w swoim liście...
ZAMIAST ROCZNICOWYCH WSPOMNIEŃ
Redakcja „Stolicy" zwróciła się do mnie „o jakieś wspomnienia o Henryku Sienkiewiczu, bo to przecież rocznica". Ano właśnie, roczni­ca, a nawet dwie, bo 5 maja minęło 130 lat od urodzin, a 15 listopada — 60 lat od śmierci pisarza.
Pozostaje mi więc skorzystać z zaproszenia „Stolicy" i dorzucić coś jeszcze do rodzinnych wydanych już opowiadań, a może nawet coś powtórzyć. Dwóch cytatów z listów mego dziada powtórzyć nie zawadzi. Określają bo­wiem lepiej niż wszystkie długie wywody po­stawę pisarza i postawę człowieka. A chyba ta właśnie postawa jest najważniejsza, kiedy się mówi o Sienkiewiczu. Anegdotki „z ro­dzinnego kręgu" są może i przyjemne w opo­wiadaniu, a zwłaszcza łatwiejsze w czytaniu, ale zawsze przypominają mi słowa mojej Matki, która mówiła ze smutkiem:
— Po ludziach czasem bardzo wybitnych pozostaje w końcu tylko anegdota, choćby ca­łym swoim życiem zasłużyli na dużo więcej.
Po twórcach zostaje na szczęście przede wszystkim to, co stworzyli. Postawę Henryka Sienkiewicza jako pisarza najlepiej chyba od­daje ten oto wyjątek z listu do Stanisława Witkiewicza (rok 1881):
„Wiedziałem, że jedni będą za mną nad miarę — drudzy nad miarę przeciwko mnie, ale gdzie drwa robią, tam wióry lecą. Zresz­tą i jam żołnierz swego rodzaju."
Wióry lecą do dziś dnia. Wzbudzanie tak silnych emocji za i przeciw w kilkadziesiąt lat po śmierci — zwłaszcza że w ciągu tych lat odwracały się całe epoki historyczne — jest chyba największym zwycięstwem, jakie pisarz może odnieść zza grobu.
Mam ochotę opowiedzieć o pewnym nie­zwykłym curiosum z cyklu „na nie". Tempe­ratura emocjonalna tego „nie" przywodzi na myśl reakcje diabła na święconą wodę, ale że podobnych „a kysz" bywało sporo, więc nie o temperaturę tu chodzi. To dziwo leży na biurku przede mną. Dostałam je w prezencie od Polaka w Nowym Jorku, który ani się spo­dziewał co ono zawiera. Zobaczył po prostu w którymś z tamtejszych antykwariatów „Quo Vadis" po francusku, na pięknym papierze, o-zdobione na okładce rysunkiem Picassa, wy­dane w Kolekcji Laureatów Nobla pod patro­natem Akademii Szwedzkiej i Fundacji No­bla. Ucieszył się, kupił i przyniósł mi przed samym moim wyjazdem ze Stanów. Trochę mnie zdziwiło, że czcionka jest duża, papier gruby, a całość jakoś się mieści w jednym to­mie, ale dopiero w Warszawie zaczęłam oglą­dać. I czytać...
Wydanie pochodzi z 1960 roku, a przezna­czone jest — jak głosi karta tytułowa — dla bibliofilów. Całość liczy 313 stron, z tego sama powieść „Quo Vadis" zajmuje 226. Zadałam sobie trud przeliczenia stron i znaków pisar-
skich, po czym porównałam z wydaniem pol­skim. Otóż owo bibliofilskie wydanie „Quo Vadis" skrócono prawie dwu i półkrotnie, ni­gdzie nie podając, że to jest skrót! Pozostał szkielet fabularno-przygodowy w 51 rozdzia­łach z epilogiem (powieść w całości ma roz­działów 74), z tym, że rozdziały, które pozo­stały liczą przeciętnie po 2 strony. Od klasy­cznego komiksu książka różni się gatunkiem papieru i tym, że ilustracji (nader szpetnych zresztą) jest niewiele i że nie są wrysowane w tekst, a wszyte osobno.
Nigdzie nie można znaleźć nazwiska tłuma­cza powieści, natomiast autorem przedmowy jest członek Svenska Institutet, dr Gunnar Ahlström. Przedmowa nosi po francusku ty­tuł: La „petite histoire" de l'attribution du Prix Nobel ä Henryk Sienkiewicz, czyli: „Hi­storyjka" przyznania Henrykowi Sienkiewi­czowi Nagrody Nobla. Należy dodać, że „pe­tite histoire" ma wydźwięk dużo mniej sym­patyczny niż „historyjka". Po przeczytaniu przedmowy zrozumiałam po co „Quo Vadis"? zostało zredukowane do rozmiarów komiksu i dlaczego nie ma żadnej wzmianki o dokona­nych cięciach. Chodzi mianowicie o to, żeby tak spreparowanym skrótem dowieść słusz­ności tez dra Ahlströma. A jego tezy wyglą­dają mniej więcej tak:
 Pierwsze nagrody Nobla były nadzwy­czaj „czcigodne", przyznawano je autorom, którzy już za życia trącili podręcznikiem lite­ratury, gdyż w swoich dziełach przedstawiali świat książkowy, a nie rzeczywisty.
 W wypadku tego Polaka, Sienkiewicza, chodziło przede wszystkim o zrobienie na złość carskiej Rosji, więc ani artystycznych, ani filozoficznych walorów dzieła nie brano pod uwagę.
 A w ogóle, to „Quo Vadis"? było typo­wym bestsellerem dla kucharek.
Zjadliwość dr. Ahlströma świadczy niewąt­pliwie o głębokim zaangażowaniu emocjonal­nym, a spreparowanie tekstu o równie głębo­kiej niepewności siebie. Wyczuwa się ton wyższości w stosunku do dawnych członków Akademii, którzy nagrody przyznawali, wy­czuwa lekko pogardliwy stosunek do Polski i Polaków, ale Sienkiewicz i „Quo Vadis"? do­prowadzają go po prostu do furii. I znowu: nie byłoby w tym jeszcze nic dziwnego, bo każdemu wolno w końcu podniecać się czym chce.
Przedziwny jest natomiast fakt, że właśnie takiemu po cichu skurtyzowanemu wydaniu patronuje Akademia Szwedzka i że tak bez­trosko godzi się na odbieranie w przedmo­wie wszelkiego prestiżowego znaczenia nagro­dom Nobla. Czyż słowa Sienkiewicza w po­dziękowaniu za otrzymaną nagrodę: „zaszczyt ten cenny dla wszystkich, o ileż cenniejszy musi być dla syna Polski!" nie brzmią w tej sytuacji nieco naiwnie i łatwowiernie?
W lipcu br. Muzeum Adama Mickiewicza w Warszawie wystąpiło do Akademii Szwedz­kiej z listem w tej sprawie. Odpowiedzi na razie nie ma (piszę te słowa w połowie sierp­nia), jeśli odpowiedź nadejdzie, postaram się poinformować czytelników „Stolicy" o jej tre­ści. Trudno bowiem uwierzyć, aby to jakiś bezimienny wydawca pod Akademię Szwedz­ką i Kolekcję Laureatów Nobla się podszywał.
Cokolwiek się okażę, wydaje się, że tym, co tak drażni w Sienkiewiczu jego przeciwników jest przede wszystkim wyznawany i głoszony przezeń system wartości. Jako pisarz uważał, że trzeba ludziom „nieść dobrą nowinę, a nie złą", jako że „życie bądź co bądź męczące jest i pokutnicze". Należy krzepić serca, a nie na­pełniać „pesymizmem wyczerpania i zwątpie­nia". Sienkiewicz zrozumiał, że Polski pozo­stającej pod obcym jarzmem nie stać na luk­sus pesymizmu, tak jak ciężko rannemu, jeśli się chce kiedykolwiek podźwignąć, nie wolno popadać w wygodne zwątpienie. W odczycie o Zoli powiada: „nasza droga jest inna, po-
Oblęgorck we wrześniu w 1956 r. Rodzina Henryka SienMiewicza na tle domu mieszkalnego (syn, syno­wa, wnuki i prawnuki)
Fot. Władysław Grzelak
DALSZY CIĄG SPRAWY
VON OLSZEWSKIEGO
Przypominamy w skrócie sprawę, która ob­szernie została przedstawiona w reportażu pt. „Testament von Olszewskiego" („Tajemni­ce na sprzedaż" Krystyny Kolińskiej). Otóż właściciel dóbr ziemskich położonych na Ślą­sku pruskim Alfred Ludwik Oskar Serafin Olszewski przed swą śmiercią, dnia 15 III 1909 roku sporządził testament, w którym napisał, że spadkobiercą mianuje swego syna Bolesła­wa Bogdana, zaś substytutami — córkę Dra­gę i żonę Gabrielę, z domu baronównę Zedlitz Neukirch, lecz pod warunkiem, że jego dzie­ci będą szanować polskie pochodzenie, złożą do 30 roku życia egzamin ze znajomości ję­zyka polskiego, historii, literatury polskiej, że będą związek hakatystów uważać za wroga i że nigdy nie wstąpią do służby państwowej w Prusach. Gdy zaś do woli ojcowskiej nie zastosują się, cały majątek ma przejść w rę­ce Sienkiewicza lub prawnych jego spadko­bierców.
Rodzina zmarłego przyjęła tę rzecz z ogrom­nym zdumieniem, nigdy ojciec-^nie mówił o polskim pochodzeniu, zawsze słyszeli, że wszyscy ich przodkowie byli niemieckiego po­chodzenia. Sienkiewicz zaś, który nigdy nie widział ani nie słyszał o jakimś von Olszew­skim, także niezwykle się zadziwił. Skąd ta decyzja? Z listów von Olszewskiego i relacji osób towarzyszących mu w ostatnich miesią­cach życia wynikało, że poczuł się Polakiem dopiero po przeczytaniu książek Sienkiewicza, naturalnie w tłumaczeniu na niemiecki. Do­piero wtedy zaczął drążyć w genealogii swych przodków, znajdując przed wieloma dziesiąt­kami lat źródło swej polskości.
Sienkiewicz nie chciał przyjąć tego zapisu. W Krakowie znajduje się akt zrzeczenia się przez pisarza praw do spadku po Olszewskim. Pisarz donosił też wtedy w liście adwokatowi Krausharowi: „Nigdy nie zagrabiłbym mająt­ku sierot, gdyż do Polski i do polskich idei nie ciągnie się nikogo groźbą wyzucia z zie­mi. Byłby to sposób dobry dla rozmaitych Biilowów, ale niezgodny z moim osobistym charakterem w szczególności, ani z polską kulturą w ogóle". Pragnąc jedynie w dzieciach
Pałac von Olszewskiego, fasada zachodnia
Fot. Teresa Wójcik
Synowa Henryka Sienkiewicza — Zuzanna Sieu-kiewiczowa przed pałacem w Warmątowicach
von Olszewskiego utrwalić wspomnienie oj­cowskiej woli, pisarz zażądał złożenia 30 000 marek w Banku Krajowym w Krakowie, któ­re w wypadku niewypełnienia warunków miały przejść na polskie cele oświatowe. (Po dwudziestukilku latach pieniądze te zostały przekazane ' Ludowemu Uniwersytetowi w Odolanowie).
...Sprawa, zdawałoby się, została zakończo­na, tym bardziej, że w 1945 r. krewni i po­tomkowie właściciela opuścili ten majątek zwący się dziś Warmątowice (wówczas Ei-choltz), leżący obok Legnicy i udali się w nie­znanym kierunku (relacjonowali mi to przed kilku laty ludzie-Polacy pracujący wówczas w majątku Olszewskich). I oto — rzecz nie­zwykła ! Przed trzema chyba laty jeden z dzien­nikarzy z Interpressu ułatwił mi spotkanie w Warszawie z potomkami von Olszewskiego. Poznałam wówczas Sigismunda von Zedlitz — wnuka von Olszewskiego, który przyjechał odwiedzić Warszawę razem z żoną. Na moje pytanie skąd powstało takie zainteresowanie i przyjaźń dla naszego kraju, pan Sigismund
odpowiedział mi, że wynikło ono z przechowy­wania w rodzinie opowieści o niezwykłym te­stamencie dziadka.
— Jestem tak jak i mój brat Christoph — Niemcem i patriotą niemieckim, ale nasz dzia­dek wywodził się z Polaków. Naszą polską genealogią możemy sięgnąć do XVIII wieku. I to m. in. zobowiązało mnie (a może spra­wiła to też ta przysłowiowa kropla polskiej krwi), że interesuję się Polską, że pragnę pra­cować dla wzajemnej przyjaźni i zrozumienia.
Pan Sigismund von Zedlitz z RFN ma od­znakę „Amicus Poloniae" — honorową odzna­kę miesięcznika „Polska". A otrzymał ją m. in. jak podkreślała to redakcja za „ciekawą do­kumentację i bardzo interesujące studia nad wykopaliskami dawnej słowiańskiej kultury i cywilizacji na terenie współczesnego Holszty-na i Lubeki".
Taki to jest niespodziewany dalszy ciąg historii von Olszewskiego, który poczuł się pod koniec życia Polakiem pod wpływem Sienkiewiczowskich dzieł.
K. Soch.
KTO BYŁ PROTOTYPEM STASIA TARKOWSKIEGO?
sław Tarkowski pisał do mnie tak: „A kto według Pani był pierwowzorem Stasia Tarkow­skiego? Nie podaje Pani w swej książce żadnej wersji, żadnej hi­potezy. Wspomina Pani nato­miast, że Sienkiewicz bywał na wypoczynku w Rudawie i to w latach poprzedzających napisa­nie »W pustyni i w puszczy-*, Pisząc o Rudawie miała Pani za­pewne na myśli wieś Niegoszo-wice, która należy do gminy Ru­dawa. W Niegoszowicach bowiem znajduje się pałac Rostworow-skich, gdzie Sienkiewicz często bawił jako gość. Otóż mój dzia­dek Wojciech Tarkowski, jako woźnica dwukółki często odwoził pisarza z Niegoszowic do Kra­kowa. Sienkiewicz siedząc obok dziadka zagadywał go: Wojcie­chu, opowiedzcie coś o sobie, o rodzinie! A dziadek miał co opo­wiadać i umiał opowiadać. Nasza rodzina w Niegoszowicach była liczna i znana z obieżyświatów.
I tak zanim dojechali do Kra­kowa dziadek zdążył opowiedzieć Sienkiewiczowi o jednym z na­szych familiantów, który wy wę­drował w daleki świat, przepadł gdzieś na Dalekim Wschodzie i nikt nie wiedział gdzie był kres jego wędrówki. Podobno pisarz opowiadał u Rostworowskich, że ma zamiar wykorzystać to au­tentyczne zdarzenie, zmienić Da­leki Wschód na Afrykę, tylko nazwisko pozostawić to samo. Wszystko to opowiedziała mi moja kuzynka Kazimiera Kowa­lik, serdeczna przyjaciółka pan­ny Rostworowskiej, która zresztą do dziś mieszka w tej wsi".
Tak brzmi interesująca opo­wieść pana Edwarda Stanisława Tarkowskiego, który chcąc — widać — kontynuować podróżni­cze tradycje rodzinne, dla kon­trastu wybrał sobie nie lądy, lecz morza i oceany. Jest bo­wiem kapitanem jednego z na­szych statków.
K. Kol.
Henryk Sienkiewicz lubił w li­stach zwierzać się Wandzi Ula-nowskiej, swej młodziutkiej ko­respondentce, przybranej córce prof. Ulanowskiego z Krakowa, ze swoich twórczych zamiarów. I tak na przykład w okresie Bo­żego Narodzenia 1909 roku na­pisał do dziewczynki; „Ponieważ każdy powieściopisarz powinien (...) coś i dla dzieci napisać, więc postanowiłem zacząć i skończyć do przyszłego Nowego Roku (to jest do 1911). powieść pod tytu­łem „Przygody dwojga dzieci w środkowej Afryce". Będzie tam występował chłopiec Polak, dziewczynka Angielka".
Za niespełna rok powieść ta pod zmienionym przez autora tytułem: „W pustyni i w pusz-
czy" zaczęła ukazywać się w odcinkach w „Kurierze War­szawskim". Wandzia Ulanowska stała się tam prototypem Nel.
A kim był — i czy w ogóle istniał prototyp Stasia?... Są róż­ne na ten temat przypuszczenia. Jedno z nich wydaje mi się bar­dzo prawdopodobne, a przy tym historia jest ładna, tak że war­to w nią uwierzyć. Otóż po uka­zaniu się pierwszego wydania książeczki „Sienkiewicz i piękna Wielkopolanka" (Ludowa Spół­dzielnia Wydawnicza) przyszedł do Wydawnictwa list z prośbą o doręczenie autorce. Treść jego jest na tyle interesująca, że po uzgodnieniu z nadawcą przyta­czam ją w skrótach.
Nadawca, pan Edward Stani-
REDAKCJA: al. Marszałkowska 8, 80-59« Warszawa, tel. centrali 21-50-5». Redaktor Naczelny: Leszek Wysznacki. WYDAWCA: Warszawskie Wyd. Prasowe RSW „Prasa-Książka-Ruch", Al. Jerozolimskie 125/127, 02-017 Warszawa, tel. 28-89-49. Prenumeratę, dla odbiorców krajowych przyjmują Od­działy RSW „Prasa—Książka—Ruch" oraz urzędy pocztowe i doręczyciele — w terminach: — do 25 listopada na styczeń, I kwartał, I półrocze roku następnego i na cały rok następny; do dnia 10 miesiąca, poprzedzającego okres prenumeraty na pozostałe okresy roku bieżącego. Cena prenumeraty: kwartalnej 39 zł; półrocznej 78 zł; rocznej 156 zł. Jednostki gospodarki uspołecznionej, instytucje i organizacje społeczno-polityczne składają za­mówienia w miejscowych Oddziałach RSW „Prasa—Książka—Ruch". Zakłady pracy i instytucje w miejscowościach, w których nie ma Oddziałów RSW oraz prenumeratorzy indywidualni, zamawiają prenumeratę w urzędack pocztowych lub u doręczycieli. Prenumeratę ze zleceniem wysyłki za cranicę, która jest o 50°;0 droższa od prenumeraty krajowej, przyjmuje RSW „Prasa—Książka—Ruch", Centrala Kolportażu Prasy i Wydawnictw, ul. Towarowa 28, 00-938 Warszawa, konto PKO nr 1531-71 — w terminach podanych dla prenumeraty krajowej. Rękopisów nie zamówionych redak­cja nie zwraca. Nr Indeksu 37 63« DRUK: Zakłady Wklęsłodrukowe RSW ..Prasa-Książka-Ruch". uL Okopowa 58/72. 01-042 Warszawa. Zana. 1944. J-51, J-28.
15
WŁADYSŁAW GRZELAK
WAŃKOWICZ W
OBLĘGORKU
Mclchior Wańkowicz w gronie rodziny Henryka Sienkiewicza — syna, synowej, wnuka, wnuczek i prawnucząt — przed „ckonomówką".
Melchior Wańkowicz wśród ludności wsi Oblęgorek.
Zdjęcia: W. Grzelal
rystycznych. W przyby­łym z drugiej półkuli goś­ciu widziałem bowiem o-prócz pisarza takie i za­miłowanego kajakarza, towarzysza po wiośle, który w 1933 roku brał ze swymi córkami udział w zorganizowanym przeze mnie — wówczas referen­cie turystycznym PZTW — międzyklubowym spły­wie kajakowym Wkrą. Toteż od razu strzeliło mi do głowy, aby zapropono­wać mu kajakową prze­jażdżkę w Polskę... Eska­pada pasowała jak ulał dla autora „Smętka", po­nieważ wiodła „szlakiem Żeromskiego". Szlak „na­siąkły" literaturą jak chy­ba żaden inny. Wierna Rzeka, dawna Łośna, do-
pływ Nidy w Kieleckiem, w samym centrum polsz­czyzny. Pomimo że przy­nęta wydawała się moc­na, miałem raczej słabą nadzieję, by pan Melchior przyjął ofertę, jako że młodość odleciała już od nas „jak mewa skrzydla­ta". Tym większa była moja radość, gdy pisarz wyraził zgodę, co prawda nie bez obaw, czy kondy­cyjnie podoła zadaniu.
Gdy jeszcze raz spoj­rzałem na mapę rejonu Wiernej Rzeki zauważy­łem, że płynie ona w nie­dalekiej odległości od O-blęgórka. Z zapałem włą­czyłem więc do marszruty naszej wędrówki i tę po­siadłość. Zawiadomiłem listownie syna wielkiego pisarza, że Melchior Wań­kowicz, wybierając się na wędrówkę kajakiem po Wiernej Rzece, pragnie i w Oblęgorku złożyć krót­ką wizytę.
Do bazy wypadowej w Ma­łogoszczy pojechaliśmy sa­mochodem. Była to beżowa „Warszawa" Związku Lite­ratów Polskich. Cały dzień obwoziła nas ona po okoli­cy przepasanej Wierną Rze­ką i dowiozła czterech ka­jakarzy do Oblęgorka, bo zaprosiłem też do „macha­nia" drugą parą wioseł w drugim składaku kolegów z miejsca pracy. Po prostu że­by w razie czego Bogumił Imielski i Edmund Matys mogli podać rękę.
Gdy z opłotków wsi Straw­czyn wyjechaUśmy w pole, od razu ukazała się w nie­zbyt dużej odległości baszta oblęgorsklego zameczku. Lecz jak tam dojechać? Spotka­ni ludzie mówili, że dobra szosa jest przez Kielce, o-kólna. Nie bardzo nam się uśmiechało nadrabianie dro­gi, gdy Oblęgorek widać by­ło jak na dłoni. Ale „War­szawa" prowadzona przez p. Wacława Kaczorowskiego zaczęła tak skakać na wy­bojach, że wysiedUśmy. Kie­rowca, pozbywszy się obcią­żenia, łatwiej manewrował, a my czterej pielgrzymowa­liśmy pieszo.
Droga pod koniec jako ta­ko wyrównała się, zajęliśmy więc ponownie swe miejsca w samochodzie i wkrótce wjechaliśmy w cienistą ale­ję o bardzo zaniedbanej na­wierzchni. Jeszcze pod górkę 1 oto stanęliśmy na rozgro-dzonym, jakby niczyim pla­cyku przed wejściem do re­zydencji. Zrobiła ona wra­żenie nad wyraz przygnę­biające. Husarz ze szczytu strzegł już raczej ruiny wy­magającej na gwałt kapital­nego remontu. Zresztą i on sam, husarz, z pewnością miał duże braki w rynsztun­ku.
Uspokajająco nastrajał je­dynie stos zwiezionych ce-
gieł, świadcząc, że ratunek już nadszedł, że coś się za­czyna dziać. Także świeże tynki w najniższej kondyg­nacji dowodziły, że zabrano się do roboty, i to od pod­staw, „długofalowej". Spot­kana po drodze niewiasta na pytanie, gdzie mieszkają pań­stwo Sienkiewiczowie, wska­zała położony nie opodal dom przy drodze. Z bliska oka­zał się ruderą.
W progach powitali mis­trza Wańkowicza, trójkę ka­jakowców i kierowcę, wnuk wielkiego pisarza, młody pan Juliusz, podówczas student Uniwersytetu Jagiellońskie­go, z' narzeczoną, Anną Ko-ziełł-Poklewską oraz trzy je­go siostry: Jadwiga, Zuzan­na i Maria. Pierwsza — pa­ni Marzec — z dwojgiem dziatek, dwie pozostałe z mężami: Madeyskim i Zdzie-chowlczem. Zastaliśmy więc istny zjazd rodzinny, nie wiadomo, czy z okazji doży­nek zapowiedzianych na dziś we wsi Oblęgorek, czy też w związku z odwiedzinami pisarza.
W pokoju oczekiwała nas pani domu, synowa Sienkie­wicza, pani Zuzanna z domu Cielecka. Po wypadku z no­gą, jakiemu niedawno uleg­ła, poruszała się z pewnym trudem, kulejąc. Niebawem z drugiego pokoju wyszedł siedemdziesięcioletni ojciec i dziedzic oblęgorskich włości, pan Henryk Józef Sienkie­wicz. Zainteresowały nas ży­wo takie osobliwości, jak egzemplarz „Quo vadis" w języku tureckim, bogato Ilu­strowany przez Jana Stykę; pożółkły album z ilustracja­mi A. Piotrowskiego do „Krzyżaków", a także ko­lekcja starych zdjęć pokazu­jących, jak wyglądały Bir-że, Kiejdany, Upita, Wodok-ty — słowem Zmudż upa­miętniona w „Potopie". Przed laty Sienkiewicz otrzymał te widoki w hołdzie od tam­tejszych ziemian. Ozdobną księgę mocno postrzępił ząb czasu. Entuzjastów „Trylogii" pasjonowały te i inne ślady minionej przeszłości, minio­nej świetności.
Toteż prawdę mówiąc, bar­dziej pociągał widok ludzi żywych, autorowi „Rodziny Połanieckich" najbliższych, a zwłaszcza rozkosznych prawnucząt, Jureczka i Ani. Słońce wywabiło wszyst­kich z mrocznego pokoju przed dom od strony zaple­cza, gdzie z braku lawy to­warzystwo zasiadło na beto­nowych, nagrzanych schod­kach. Nie omieszkali z tego skorzystać dwaj posiadacze aparatów. Pan Melchior trzaskał dużo zdjęć apara­tem z fleszem, traktując każde pstryknięcie jako no­tatkę z podróży. Natomiast Bogumił Imielski mniej dbał o ilość, lecz więcej o jakość. Klisze poświęcał wyszuka­nym motywom, co wymaga­ło więcej czasu. ,
Siedzieliśmy tak z godzinę na przyzbie, rozmawiając
żywo i swobodnie, jakbyśm się dawno znali. Pan Henryl Józef opowiadał nam, że nii mogąc podołać kosztom kon serwacji, zrzekł się swyct praw do zameczku i prawa d mieszkania w nim po remon cie na rzecz Wojewódzkie Rady Narodowej w Kielcach Z konieczności przeprowadzi się więc pod ten przeciekają cy dach poekonomskiej rude ry. W kapitalnie wyremonto wanym pałacyku planowań urządzenie muzeum Henryk Sienkiewicza.
Wizyta w Oblęgorku zaję ła dużą część dnia. Zabiera liśmy się do odjazdu, lec państwo Sienkiewiczowie za trzymali swego gościa z a systą na obiedzie. Bylen w rozterce, bo w Małogosz czy z obiadem na nas cze kała, pewno już się nieder pliwiąc, dobra pani Melani Zborowska, żona kierownik szkoły.
Pan Melchior otoczon: przez młode pckolenii Sienkiewiczów był zasy pywany pytaniami. Nie podobieństwem było od mówić sobie przyjemnoś ci popatrzenia na barwn pochód przodownic wieńcami w zapaskacl kieleckich. Czekał nas je szcze, co prawda, odbió składaków na stacji Ma łogoszcz, zwiedzenie po wieściowych Niezdołów wizyta u państwa Brau­nów na Brodowej Gorzej ale mimo to zostaliśmy.
Młodzież odprowadziła pana Wańkowicza przeć pałacyk, do samochodu Zjechawszy z wysoko po< łożonego dworu do niskc leżącej wsi, czekaliśmy na rozpoczęcie obrzędu. Wrej szcie rozległy się dźwięk kapeli i ruszyła grup^ nieduża, lecz malowniczą ze śpiewem „plon niesie] my, plon". W stronę przo­downic z wieńcami zaraj zwrócili obiektywy posia­dacze aparatów. Wido­wisko nie zajęło zbył wiele czasu.
Ale starosta dożyneh nie chciał nas wypuścić Przyjęcie zaproszenia by-: ło jednak rzeczą niemoż­liwą. Odjeżdżaliśmy więc z żalem, orientując si4' choćby po ilości.antałków z piwem, że zapowiads się zabawa huczna i W<frl soła. A mnie nękała i jej; szcze czas jakiś miała nę­kać dziura w dachu ekoi nomówki. Swe zabiegi vj Warszawie, by ją tam za­tkać, opisałem w rozdzia­le „Dobroć wielkiej pij; sarki" w książce pt „Wśród autorów i ksią żek".
W 1956 roku,w drugiej połowie sierpnia, Mel­chior Wańkowicz, po sie­demnastu latach nieobec­ności, zjawił się w War­szawie. W pokoju hotelo­wym „Polonii" nastąpiło oblężenie przez przyja­ciół, znajomków i czytel­ników książek tak głoś­nych, jak „Na tropach Smętka'' albo „Bitwa o Monte Cassino".
I mnie ten przyjazd ze­lektryzował, nie tyle jed­nak ze względu na obro­słe legendą książki — ile z przyczyn sportcwo-tu-
Z WARSZAWSKIEGO ALBUMU
HENRYK SIENKIEWICZ 1846—1916, pocztówka wydana w War­szawie przez Józefa Brzezińskiego w maju 1916 roku, z okazji roczncy urodzin pisarza. Niestety, nie udało się rozszyfrować autora tej kompozycji. Jest nim zapewne niejaki JBB, albo­wiem takie inicjały widnieją w dolnej części pocztówki. Cen­tralnym akcentem widokówki jest Polka w tradycyjnym szla­checkim stroju z wieńcem laurowym nad portretem Sienkie­wicza. Nie zabrakło tu motywu typowo warszawskiego — niewiasta stoi na brzegu wiślanym, w pobliżu zniszczonego mostu im. ks. Józefa Poniatowskiego. Most, wybudowany w 1913 roku. w sierpniu 1915 roku został wysadzony w powie­trze przez cofające się wojska carskie. Już po ukazniu się pocztówki był prowizorycznie odbudowany, zresztą nie na długo, gdyż wkrótce spłonął (FG.T)